Andriej Rublow staje przed kolejną szansą na przełamanie wielkoszlemowej klątwy podczas nadchodzącego Wimbledonu. Rosyjski tenisista, który od lat utrzymuje się w czołowej dziesiątce rankingu, musiał pogodzić się z faktem, że dominacja wielkiej trójki została błyskawicznie zastąpiona przez nową generację liderów. Choć wielu upatrywało w nim naturalnego następcę Federera czy Nadala, na drodze stanęli mu Jannik Sinner oraz Carlos Alcaraz.
W rozmowie z Tennis365 podczas turnieju pokazowego The Boodles, Rublow przyznał, że rywalizacja z młodymi gwiazdami jest dla niego ogromnym wyzwaniem, ale i szansą na rozwój. Zamiast frustracji, Rosjanin wybiera naukę od młodszych kolegów, którzy zdominowali ostatnie turnieje wielkoszlemowe. „Oczywiście trudno się z nimi gra, ale jest to również interesujące. Możesz rzucić sobie wyzwanie, co pomaga szybciej się doskonalić. Tak to widzę. Tak, są dobrzy, ale musisz próbować im dorównać” – ocenił Rublow.
Mimo wysokiej pozycji w rankingu, Rublow zachowuje duży dystans do swoich szans na trawiastych kortach All England Clubu. Jego najlepszym wynikiem w Londynie pozostaje ćwierćfinał z 2023 roku, a on sam nie postrzega siebie jako głównego kandydata do końcowego triumfu. Tenisista podkreśla, że kluczem do sukcesu jest dla niego przetrwanie pierwszego tygodnia zmagań, co w obecnej stawce uważa za zadanie niezwykle wymagające i obarczone dużym ryzykiem.
„To pytanie powinni usłyszeć faworyci. Ja muszę przejść pierwsze trzy lub cztery rundy, a to nie jest łatwe do zrobienia. Nie myślę o tym, kto gra, a kto jest kontuzjowany. Skupiam się tylko na sobie i zobaczę, jak daleko zajdę” – podsumował Rosjanin. Obecnie Rublow szlifuje formę w Stoke Park, gdzie korzysta z mniejszego oblężenia kortów niż na obiektach Wimbledonu, przygotowując się do walki o swój pierwszy półfinał Wielkiego Szlema w karierze.
