Kyle Edmund wywołał burzę na Wimbledonie, domagając się całkowitego zniesienia pięciominutowej rozgrzewki na korcie tuż przed rozpoczęciem meczu. Były czternasty zawodnik świata uważa, że obecny system szkodzi widowisku.
Emerytowany tenisista, który obecnie pracuje jako komentator BBC, argumentuje, że zawodnicy i tak spędzają mnóstwo czasu na siłowni i kortach treningowych przed wyjściem na arenę. Według niego tradycyjne odbijanie piłek przed pierwszym gemem jest zbędne i nudzi kibiców przed telewizorami. Edmund zauważa, że w piłce nożnej czy rugby nikt nie przeprowadza dodatkowej rozgrzewki na oczach widzów tuż przed gwizdkiem, a golfiści wchodzą na pierwszy dołek prosto z driving range'u.
Ucieczka kibiców przed telewizorami
Brytyjczyk podpiera swoją teorię twardymi danymi dotyczącymi oglądalności. „Pamiętam, jak ktoś mówił mi o statystykach. Mnóstwo ludzi oglądających tenis w telewizji przełącza kanał podczas rozgrzewki. Część z nich wraca, ale spory procent już nie, bo wciągają się w coś innego” – przyznał Edmund w rozmowie z Tennis365. Jego zdaniem te pięć minut to w skali całego turnieju godziny bezużytecznego czasu, które można by wyeliminować, zmuszając graczy do wejścia w mecz natychmiast po losowaniu stron.
Nie wszyscy podzielają ten entuzjazm, a największym oponentem zmian jest Carlos Alcaraz. Hiszpan, który testował skróconą rozgrzewkę podczas turnieju Next Gen Finals, nie kryje irytacji takimi pomysłami. „W jedną minutę nie masz czasu na nic. Nie da się rozgrzać każdego uderzenia: woleja, serwisu, backhandu czy forehandu. Potrzeba przynajmniej czterech minut, aby zacząć mecz w najlepszy możliwy sposób” – skontrował Alcaraz. Konflikt interesów między widowiskiem a komfortem zawodników pozostaje nierozwiązany.
