Trzy punkty jadą do Madrytu dzięki bramce zdobytej w samej końcówce doliczonego czasu gry. Real Madryt pokonał Espanyol na wyjeździe, choć przez długi czas zanosiło się na podział punktów w pierwszym ligowym starciu pod wodzą José Mourinho. Decydujący cios zadał zawodnik, którego nazwisko przed meczem nie schodziło z ust jedynie najbardziej zagorzałych kibiców.
Spotkanie na RCDE Stadium zaczęło się idealnie dla gości, gdy Jude Bellingham już na początku meczu otworzył wynik spotkania. Gospodarze zdołali jednak odpowiedzieć trafieniem Álexa Calatravy, co zwiastowało rozczarowujący remis faworytów. Wtedy na boisku pojawił się Carlos Espí. Młody napastnik, sprowadzony latem z Levante, dopadł do bezpańskiej piłki w polu karnym, zachował zimną krew i pewnym strzałem prawą nogą zapewnił Królewskim zwycięstwo. Ryzykowny ruch transferowy zarządu z Santiago Bernabéu, polegający na postawieniu na niedoświadczonego snajpera, przyniósł efekty już w pierwszej kolejce LaLiga.
Sobotni wieczór w Katalonii stał się momentem narodzin nowego bohatera w barwach Los Blancos. Carlos Espí udowodnił, że potrafi odnaleźć się w naszpikowanej gwiazdami kadrze Realu Madryt w najbardziej wymagającym momencie. Wygrana nad Espanyolem pozwala drużynie Mourinho z optymizmem patrzeć na start kampanii, w której presja na wyniki jest odczuwalna od pierwszej minuty. Skuteczność nastolatka w doliczonym czasie gry uciszyła trybuny w Barcelonie i dała madrytczykom niezwykle cenne punkty na trudnym terenie.
Zwycięstwo w Barcelonie zbiegło się w czasie z doniesieniami o doskonałej formie innych graczy wypożyczonych z Manchesteru United do Hiszpanii. Antony, który przebywa na wypożyczeniu w Realu Betis, publicznie przyznał, że odnalazł siebie w nowym otoczeniu po trudnym okresie w Anglii. Strzelił kolejnego gola, co potwierdza, że hiszpańskie boiska sprzyjają zawodnikom szukającym przełamania, podobnie jak miało to miejsce w przypadku debiutu Espíego w barwach Realu Madryt.
