Władze Realu Madryt oficjalnie potępiły słowa dziennikarza Juana Castaño, który na łamach dziennika ABC porównał oficjalną telewizję klubu do baskijskiej gazety Gara. Królewscy uznali to zestawienie za niedopuszczalny atak na reputację swojej stacji i zapowiedzieli, że rezerwują sobie prawo do podjęcia wszelkich kroków prawnych, jakie uznają za stosowne.
Konflikt wybuchł tuż po derbach z Atletico Madryt, w których Real Madryt kwestionował decyzje sędziego Miguela Angela Ortiza Ariasa. Klubowa telewizja regularnie analizuje błędy arbitrów, co stało się zarzewiem krytyki ze strony Castaño. Dziennikarz Cadena COPE w swoim felietonie posunął się jednak do porównania Real Madrid TV z pismem Gara, które w historii Hiszpanii kojarzone jest z terrorystyczną organizacją ETA. Klub w oficjalnym komunikacie nazwał takie działanie „godnym ubolewania i nieakceptowalnym”, podkreślając, że jest to instytucja o 124-letniej historii, a jej media mają pełne prawo do informowania i reprezentowania interesów swoich członków oraz kibiców. Według doniesień Yahoo Sports, Real Madryt na razie nie sprecyzował, czy sprawa trafi na drogę sądową, ale publicznie ostrzegł przed konsekwencjami naruszania dobrego imienia klubu.
Dziennikarz wycofuje się ze swoich słów
„Wycofuję to porównanie, ale...” – stwierdził dziennikarz, podtrzymując jednocześnie swoją krytyczną opinię na temat sposobu funkcjonowania klubowej telewizji, którą oskarżył o kłamstwa. Mimo tych przeprosin, Real Madryt podtrzymuje swoje stanowisko, uznając, że granice debaty publicznej zostały drastycznie przekroczone. Klub zaznacza, że nie traktuje tego incydentu jako rutynowego sporu medialnego, lecz jako bezpośrednie uderzenie w wizerunek oficjalnego nadawcy.
Spór o linię programową Real Madrid TV trwa od wielu sezonów, jednak nigdy wcześniej nie przybrał tak radykalnej formy w przestrzeni publicznej. Obecnie obie strony pozostają przy swoich racjach, a hiszpańskie media, w tym El Confidencial, bacznie obserwują, czy Królewscy zdecydują się na wytoczenie procesu cywilnego. Na ten moment klub skupia się na obronie swoich praw do krytyki sędziowania, co było pierwotną przyczyną całego zamieszania po meczu z Atletico.
