Barcelona powalczy o awans do finału Pucharu Króla przy pustych trybunach. Rada miasta odrzuciła wniosek klubu o zwiększenie pojemności stadionu na hitowe starcie z Atletico Madryt.
Władze klubu planowały, że od połowy stycznia Camp Nou pomieści 62 tysiące widzów. Realizacja etapu 1C, zakładającego otwarcie trybuny Gol Nord i pełne wykorzystanie dwóch poziomów stadionu, stanęła jednak w miejscu. Choć Blaugrana wróciła na swój obiekt w listopadzie, wciąż może korzystać tylko z trzech stron boiska. Obecna pojemność wynosi zaledwie 45 tysięcy miejsc, co oznacza, że jedna czwarta stadionu pozostanie pusta podczas rewanżowego półfinału z madrytczykami. To bolesny cios dla budżetu i planów sportowych.
Powodem decyzji urzędników są braki w dokumentacji. Barcelona nie dopełniła procesów biurokratycznych na czas, przez co czwarta trybuna nie zostanie otwarta na najbliższą środę. Każdy mecz przy ograniczonej widowni to dla klubu strata rzędu miliona euro z samych biletów i sprzedaży. Kolejne szanse na uzyskanie licencji pojawią się przed marcowymi spotkaniami z Sevillą oraz starciem w Lidze Mistrzów przeciwko Newcastle United lub zwycięzcy pary PSG i AS Monaco. Czas ucieka, a opóźnienia względem pierwotnych założeń sięgają już czterech miesięcy.
Mimo problemów z infrastrukturą, klub wysyła optymistyczne sygnały transferowe. Ferran Olive, skarbnik i członek zarządu Joana Laporty, zapowiedział, że Barcelona będzie w stanie podpisać kontrakt z topowym napastnikiem w letnim oknie transferowym. Deklaracja ta pada w momencie, gdy zespół musi radzić sobie z placem budowy na własnym terenie i walczyć o odrobienie strat w krajowym pucharze. Na ten moment priorytetem pozostaje jednak Rayo Vallecano i mecze domowe przed przerwą reprezentacyjną, które mają przynieść upragniony przełom w kwestii pojemności trybun.
