Komisja Dyscyplinarna PZPN nałożyła w poniedziałek milion złotych grzywny na Śląsk Wrocław, potwierdzając tym samym, że klub nie miał podstaw do zablokowania kibiców Wisły Kraków przed meczem 7 marca — a prezes Jarosław Królewski już zapowiedział, że to dopiero początek kolejnych etapów tej, jak sam określa, „rozgrywki szachowej".
Dla prezesa Wisły Kraków Jarosława Królewskiego rozstrzygnięcie Komisji Dyscyplinarnej PZPN jest potwierdzeniem stanowiska, które jego kub zajmował od początku konfliktu.
„Komisja przyznała, że naruszenie ze strony Śląska było na tyle poważne, że klub ten otrzymał poważną karę. I jakby tutaj nie ma już więcej dyskusji w tym temacie" — skomentował sternik Białej Gwiazdy w „Kanale Sportowym”.

Przypomnijmy: mecz 24. kolejki Betclic 1. Ligi zaplanowany na 7 marca nie doszedł do skutku po tym, jak Śląsk odmówił wpuszczenia zorganizowanej grupy fanów przyjezdnych na sektor gości, powołując się na względy bezpieczeństwa. Wisła w proteście zbojkotowała spotkanie, a Komisja ds. Rozgrywek PZPN zweryfikowała je jako walkower 3:0 dla Wrocławian. W poniedziałek Komisja Dyscyplinarna orzekła, że zakaz wpuszczenia kibiców nie miał uzasadnienia, i ukarała Śląsk grzywną w wysokości miliona złotych.
Królewski szczegółowo opisał sekwencję zdarzeń poprzedzających nieobecność Wisły na boisku. Według niego cały konflikt poprzedził bezpośredni kontakt z władzami obu podmiotów.
„Naprawdę była rozmowa moja z prezesem PZPN i prezesem Śląska Wrocław. Była deklaracja, że następnego dnia ustalimy kolejne kroki" — relacjonował. Do ustaleń jednak nie doszło: „Nie było tego kolejnego dnia, tylko od razu był komunikat trochę wstawiając nas i PZPN pod ścianą Śląska Wrocław bez żadnej dyskusji".
Wisła dała następnie tygodniowy termin na wyjaśnienie sytuacji, który — jak przekonuje Królewski — upłynął bez odpowiedzi ze strony Wrocławian. Dopiero wówczas klub podjął decyzję o nieobecności, czekając do ostatniej chwili:
„Prezes PZPN też prosił i Liga prosiła Śląsk, żeby zmienić termin tego meczu. Natomiast Śląsk był nieugięty — no i zapłacił za tę nieugiętość i za swój błąd, za swój brak profesjonalizmu".
Wisła nie zamierza poprzestać na wyniku dyscyplinarnym. Królewski zapowiedział odwołanie od decyzji o walkowerze. Zastrzegł jednocześnie, że w Krakowie wciąż oczekuje się na pisemne uzasadnienia obu wyroków:
„Poczekamy spokojnie na uzasadnienie tych wyroków obu, bo jeszcze go nie otrzymaliśmy, a potem przystępujemy do kolejnej batalii, do kolejnych ciekawych moim zdaniem etapów, rozdziałów tej rozgrywki szachowej" – dodał.
Osobnym wątkiem pozostaje kwestia żądania odszkodowania ze strony Śląska, które Królewski skomentował ze szczególną ostrością. W jego ocenie ogłoszenie przez wrocławski klub roszczenia finansowego wobec Wisły to czysta zagrywka wizerunkowa obliczona na rozładowanie nastrojów kibiców — i to nieudana.
„Ktoś im doradził – chyba jakiś student pierwszego roku PR-u – że jak uderzą w nas, że nas pozywają o kwotę podobną albo inną, jak dostali kary, to trochę rozłoży im się ten gniew kibiców czy gniew obywateli. Takie bardzo słabe jakościowo PR-owe zagrywki. Tak jak powiedziałem, poziom pierwszego roku studiów komunikacji medialnej na jakimś bardzo niskiej jakości uniwersytecie" — ocenił prezes.
Królewski zakwestionował też sens prawny samego roszczenia: jeśli Śląsk wiedział, że mecz się nie odbędzie, a mimo to nie zmienił terminu, sam naraził się na finansowe konsekwencje.
„Jeśli oni mu dzisiaj mówią, że przez nas stracił jakąś dodatkową określoną kwotę pieniędzy, a za chwilę tych pieniędzy nie odzyska od nas, to znaczy, że naraził spółkę na te pieniądze, których się domaga" — stwierdził.
Co do przyszłych wyjazdów kibiców Wisły i ewentualnych podobnych sytuacji, prezes zaznaczył, że każdy przypadek będzie rozpatrywany indywidualnie:
„To jest 'case by case'. Każda sytuacja będzie przez nas analizowana. Mam nadzieję, że w większości przypadków już nikt nie zdecyduje się na taki krok, bo myślę, że nie ma racjonalnego prezesa, który ryzykowałby milionowymi karami i odjęciami punktów".
