Po Grand Prix Monako 2025 nie milkną echa – komentatorzy, dziennikarze i kibice jednogłośnie nazywają wyścig parodią rywalizacji. Obowiązkowe dwa pit stopy, celowe spowalnianie tempa i rozgrywki taktyczne przypominające grę zespołową bardziej niż wyścig – to tylko niektóre z zarzutów kierowanych w stronę organizatorów. Co dokładnie wydarzyło się w księstwie i jakie opinie dominują w międzynarodowej prasie?
„Eksperyment nieudany” – krytyka formatu z obowiązkowymi pit stopami
Wiele redakcji zwróciło uwagę na niefortunny eksperyment z dwoma obowiązkowymi pit stopami, który miał uatrakcyjnić tradycyjnie procesyjny wyścig w Monako. Portal RacingNews365 określił cały pomysł jako „nienaturalny i szkodliwy dla ducha rywalizacji”, podkreślając, że zespoły szybko odkryły sposób, by zmanipulować układ sił na torze.
Według The Race, cała strategia sprowadziła się do tworzenia sztucznych luk w stawce, co pozwalało liderom zespołów wykonać pit stop bez straty pozycji.
„To była gra pozorów. Żadnych realnych pojedynków na torze, tylko czekanie, kto pierwszy wyciągnie kartę taktyczną” – czytamy w analizie.
Racing Bulls i Williams „zagrali lepiej niż wszyscy”
Choć fani nie byli zachwyceni, niektóre zespoły wyszły z Monako jako cisi zwycięzcy. Racing Bulls i Williams, choć na co dzień raczej w tle rywalizacji, doskonale wykorzystały chaos i nieintuicyjne reguły.
Autosport zauważa, że „Racing Bulls rozegrali wyścig jak partię szachów” – Liam Lawson celowo spowalniał stawkę, by umożliwić Isackowi Hadjarowi idealny moment na zjazd do boksu. Z kolei Williams zastosował podobną taktykę, wykorzystując Carlosa Sainza i Alexa Albona do blokowania Mercedesa. Efekt? 12 punktów dla Racing Bulls, 3 dla Williamsa – jak podkreśla Motorsport, to najlepszy przykład „maksymalizacji zdobyczy w absurdalnym systemie”.
Mercedes w ogniu krytyki: „Brak pomysłu, brak reakcji”
Najwięcej stracił Mercedes, który po słabych kwalifikacjach nie zdołał odbić się w wyścigu. BBC Sport nazywa występ zespołu „strategiczną katastrofą” – George Russell i Kimi Antonelli nie tylko nie zdobyli punktów, ale również kompletnie zawiedli w adaptacji do zmienionych warunków.
Najwięcej kontrowersji wzbudziło zachowanie Russella, który – sfrustrowany jazdą za wolnym Williamsem – świadomie przeciął szykanę, co skończyło się nałożeniem najcięższej kary – stop&go. Dziennikarze Sky Sports zauważają, że „gdy dyrektor GPDA ucieka się do takiego ruchu, to znak, że coś jest nie tak z samym formatem rywalizacji”.
Norris wygrywa, ale świat mówi o farsie
Zwycięstwo Lando Norrisa przeszło niemal bez echa – nie dlatego, że było niezasłużone, ale ponieważ sposób, w jaki przebiegał wyścig, przyćmił sportowy wymiar rywalizacji. Choć Brytyjczyk popełnił błąd na starcie i o mały włos nie wypadł z toru, udało mu się utrzymać prowadzenie do końca, wyprzedzając Charlesa Leclerca i Oscara Piastriego.
Jak zauważa Formula1.com, „zwycięstwo w kwalifikacjach to praktycznie wygrana w Monako” – i tak było i tym razem. Różnice w czołówce klasyfikacji generalnej F1 zmniejszyły się – Piastri nadal prowadzi, ale Norris traci już tylko trzy punkty. Tymczasem kibice zadają pytanie: czy Monako ma jeszcze sens jako tor Formuły 1 w obecnej erze?
Przyszłość GP Monako pod znakiem zapytania?
Eksperci są zgodni: albo tor w Monako dostosuje się do nowoczesnej Formuły 1, albo trzeba będzie radykalnie zmienić zasady, by uniknąć powtórki z 2025 roku. Jednym z pomysłów jest wprowadzenie zasady, że jeśli dojdzie do neutralizacji w pierwszych dziesięciu okrążeniach, zespoły będą musiały później raz jeszcze zmienić opony.
