Remis z Rakowem Częstochowa wypchnął Legię Warszawa ze strefy spadkowej, jednak to, co Marek Papszun powiedział zawodnikom po spotkaniu – według relacji szkoleniowca – nie było wodospadem komplementów. Sytuacja w tabeli bynajmniej nie pozwala ekipie stołecznego klubu na spokojny sen.
Marek Papszun nie ukrywał, że po końcowym gwizdku atmosfera w szatni Legii była daleka od świętowania. Zapytany wprost o to, co powiedział zawodnikom po meczu, odparł bez ogródek:
„Nie mogę powtórzyć tego, co powiedziałem, bo to nie były miłe słowa. Resztę można sobie wydedukować".
Gorzkie słowa trenera wynikają przede wszystkim z okoliczności straconej bramki. Raków dostał gola w sposób, który szczególnie go zabolał — w wyniku banalnego błędu przy stałym fragmencie gry.
„Boli mnie to, że podarowaliśmy gola w prezencie. Musimy wyplenić banalne błędy przy stałych fragmentach, bo pracujemy zbyt dobrze, by marnować to w taki sposób" — mówił szkoleniowiec.
Sam Papszun, komentując przebieg spotkania, przyznał, że Raków skutecznie rozbijał rytm gry Legii.
„To nie był łatwy mecz, bo podarowaliśmy bramkę przeciwnikowi już na początku – właściwie to był samobój, banalna sytuacja. Raków umiejętnie wybijał nas z rytmu, wydłużając czas gry. My dążyliśmy do wyrównania i to się udało, ale zabrakło nam dociśnięcia w ostatnich 20 minutach, które były trochę jałowe. Powinniśmy zrobić więcej, by zdobyć trzy punkty" — ocenił trener.
Pomimo że Legia wyrównała, Papszun wyraźnie dał do zrozumienia, że remis u siebie pozostaje dla niego wynikiem niewystarczającym.
„Dopóki nie wygramy meczu u siebie, zawsze będę czuł rozczarowanie, niezależnie od tego, czy walczymy o mistrzostwo, czy o utrzymanie" — podkreślił.
Z czysto ligowego punktu widzenia remis z Rakowem przyniósł Legii wymierne korzyści — Warszawianie opuścili strefę spadkową. Jednak obraz tabeli, jaki się za tym kryje, nie daje podstaw do spokoju.
Legia zgromadziła dotychczas 30 punktów — tyle samo, ile Arka Gdynia, która pozostaje w czerwonej strefie. Różnica między obiema drużynami jest zatem minimalna i w każdej chwili może ulec odwróceniu. Co więcej, dzielące Legię od bezpieczniejszego miejsca odległości są równie wymowne: do Radomiaka, zajmującego 14. lokatę, Warszawianie tracą trzy punkty. Sytuacja pozostaje napięta, a każdy kolejny mecz — zarówno własny, jak i rywali — może całkowicie przetasować dolną część tabeli.
