Lewis Hamilton uważa, że nowe regulacje Formuły 1 dostarczyły dokładnie to, czym powinny być wyścigi. Brytyjczyk prezentuje zupełnie inne stanowisko niż Max Verstappen, który stał się najgłośniejszym krytykiem zmian w 2026 roku. Kierowca Red Bulla porównał zarządzanie energią do „Formuły E na sterydach” i nazwał obecną rywalizację grą w Mario Kart. Hamilton sugeruje jednak, że negatywne nastawienie Holendra wynika z faktu, że jego zespół spadł w hierarchii stawki.
Reprezentant Ferrari przekonuje, że styl walki polegający na ciągłych zmianach lidera przypomina najlepsze czasy kartingu. Hamilton podkreśla, że obecne bolidy są jedynymi w ciągu jego dwudziestoletniej kariery, które pozwalają na jazdę blisko rywala w szybkich zakrętach bez utraty docisku. Według niego system DRS był jedynie plastrem na ten problem, podczas gdy obecne różnice w mocy silnika generują najlepsze bitwy na torze od czasu jego legendarnego pojedynku z Nico Rosbergiem w Bahrajnie.
Konflikt wizji i walka o Suzukę
Mimo ogólnego entuzjazmu, siedmiokrotny mistrz świata przyznaje, że nie wszystko mu się podoba. Hamilton jest rozczarowany sposobem oddawania mocy i nie przepada za aktywną aerodynamiką w trybie prostym. Docenia jednak mniejszą wagę i zwinność nowych maszyn. Przed Grand Prix Japonii FIA zdecydowała się na zmiany w ładowaniu energii, co ma ograniczyć uciążliwe dla kierowców odpuszczanie gazu podczas kwalifikacji na wymagającym torze Suzuka. Hamilton liczy, że dzięki temu japoński obiekt stanie się najlepszym miejscem do ścigania na świecie.
