9 lutego na skoczni normalnej w Valdi di Fiemme rozpocznie się rywalizacja o medale olimpijskie na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie i Cortina d'Ampezzo. O medale będzie walczyć trójka polskich skoczków - Kacper Tomasiak, Kamil Stoch i Paweł Wąsek.
Medal olimpijski byłoby ogromną niespodzianką
Jednak nastawienie polskich kibiców skoków narciarskich jak i dziennikarzy związanych z tych zimowym sportem przed tą najważniejszą imprezą, na którą czeka się czeka cztery lata jest aktualnie bardzo słabe. Polacy w trwającym sezonie PŚ nie dają dużej radości ze swoich występów. Jedynym z nich, który wyłamuje się z tego marazmu jest 19-letni Kacper Tomasiak, dla którego obecna kampania jest debiutancka na szczeblu startów w Pucharze Świata i można uznać ją za fantastyczną, ponieważ jest najlepszy z całej kadry narodowej w klasyfikacji generalnej PŚ, ponieważ zajmuje aktualnie 12. miejsce ze zdobytymi 342 punktami. Dla porównania cała czwórka: Wąsek, Kubacki, Żyła i Stoch zdobyli łącznie 352 punktów, więc tylko o 10 więcej niż sam Tomasiak. To dobitnie pokazuje na jakim poziomie sportowym są aktualnie zawodnicy trenera Macieja Maciusiaka.
Na razie największym sukcesem polskiej kadry jest zajęcie trzecie miejsca w konkursie duetów na Wielkiej Krokwi w Zakopanem, gdzie w składzie Polski wystąpili: Dawid Kubacki i Kacper Tomasiak. Szczególnie dzięki temu drugiemu udało się zgarnąć jak na razie jedyne podium dla reprezentacji Polski, ponieważ same skoki Kubackiego oscylowały bardziej w granicy punktu konstrukcyjnego samej skoczni lub nieznacznie za.
O medale olimpijskie będzie bardzo ciężko. Na skoczni normalnej można liczyć, że dzięki wysokiemu odbiciu z progu i dobrej dyspozycji dnia oraz wpadkach jego największych rywali o medale zaskoczyć ewentualnie Tomasiak. Na dużej natomiast swój ostatni błysk na tych Igrzyskach Olimpijskich może zrobić Kamil Stoch, jednakże patrząc na jego ostatnią formę w Zakopanem czy na MŚ w lotach narciarskich w Oberstdorfie, przepuszczalność o zdobyciu medalu olimpijskiego dają, do tego ogromne wątpliwości. Od miesiąca natomiast trenuje w Polsce ciągle Paweł Wąsek, dla którego sukcesem będzie wejście do serii finalowych obydwóch olimpijskich konkursów indywidualnych. W konkurcie mieszanych natomiast nie ma za bardzo o czym opowiadać. Natomiast w konkursie duetów trzeba liczyć na szczęście, lub jakieś dyskwalifikacje, ponieważ na ten moment od Polaków lepsi są chociażby: Austriacy, Japończycy, Słoweńcy czy Niemcy, a nawet w ostatnich dniach wydaje się, że również Norwegia.
Same Igrzyska Olimpijskie we Włoszech będą sprawdzianem dla trenera Macieja Maciusiaka. Jeżeli, któryś z jego skoczków, zdobędzie medal olimpijski to może zapewnić sobie pracę w kolejnym sezonie. Choć gdyby ten medal zdobył Tomasiak, to byłoby dyskusja w mediach, że to w glównej mierze dzięki treneremu kadry B - Wojciechowi Toporowi. Jeżeli jednak Polacy zaliczą najgorszy występ na Igrzyskach Olimpijskich od wspomnianych IO w Turynie z 2006 roku, na którym nie zdobyliśmy ani jednego medalu olimpijskiego, to po końcu sezonu 25/26 decyzja o zwolnieniu Maciusiaka będzie miała dużą argumentację w sprawie samych wyników. Gdyby nie było Igrzysk Olimpijskich i liczyłoby się same starty jego podopiecznych w Pucharze Świata, to sama decyzja skończyłoby się tylko jednym jakim byłoby zwolnienie trenera po sezonie i szukania jego następcy.
Następcy Stocha, Żyły czy Kubackiego Igrzyska Olimpijskie obejrzą w telewizji
Smutnym aspektem polskich skoków narciarskich podał na portalu X dziennikarz TVP Sport - Mateusz Leleń, który dobitnie pokazał jak zmarnowaliśmy potencjał w skokach narciarskich licząc roczniki urodzonych w latach 1991-2000 na IO pojechali tylko: Maciej Kot, Jan Ziobro, Krzysztof Miętus i Paweł Wąsek. Z kolei przyszli następcy Stocha, Żyły czy Kubackiego czyli: Aleksander Zniszczoł, Andrzej Stękała, Klemens Murańka, Krzysztof Biegun czy mistrz juniorów z Valdi di Fiemme z 2014 roku - Jakub Wolny imprezę czterolecia mogli obejrzeć sobie tylko w telewizji. Niektórzy jak: Biegun czy Murańka zdecydowali już pokończyć swoje kariery. Lepiej tego skomentować jaki został przespany okres sukcesów tria: Stoch, Żyła i Kubacki w PZN nie można tego inaczej podsumować. Z całą pewnością można stwierdzić, że rocznik 94 i 95 jest najbardziej zmarnowanymi pokoleniami w historii polskich skoków narciarskich.
Klemens Murańka (94), Aleksander Zniszczoł (94), Krzysztof Biegun (94), Jakub Wolny (95), Andrzej Stękała (95) - łącznie ZERO wyjazdów na IO.
— Mateusz Leleń (@LelenMat) January 24, 2026
Z urodzonych w 91-00 na IO w #skijumping jechali tylko Kot (91) i Wąsek (99). Porażka pokolenia mistrzów świata juniorów 2014.
Co dalej z skokami narciarskimi w naszym kraju?
W rocznikach 1996-2001 natomiast mamy tylko Pawła Wąska, który w poprzednim sezonie miał okazję chociażby zdobyć podium w PŚ, a w tym sezonie jest cieniem samego siebie. Ogromną nadzieją polskich skoków aktualnie jest właśnie wspomniany już: Kacper Tomasiak z rocznika 2007, czy Klemens Joniak - rocznik 2005). Jeżeli ten okres też zostanie również przespany, to skoki narciarskie za niedlugo będą wyglądały jak aktualny stan reprezentacji Polski w piłce ręcznej, gdzie aktualny jej poziom sięgnął już dna. Wydaje mi się, że tą drogą chce iść także polskie skoki narciarskie. Jeżeli gdy popatrzymy ile w całym kraju mamy skoczni nawet takich małych do uprawiania skoków narciarskich w porównaniu z taką Słowenią, to można uznać, że lepiej to chyba jak na razie nie będzie, jeżeli w polskich skokach narciarskiach nie dojdzie do takiego ogromnego resetu jej aktualnego systemu, który jest katastrofalny.
Źródła wykorzystane w tekście: Mateusz Leleń/X.com
