Novak Djoković wyrasta na jednego z najważniejszych głosów w debacie dotyczącej wprowadzenia meczów do trzech wygranych setów w kobiecym tenisie. Serb, który ma na koncie 24 tytuły wielkoszlemowe, odniósł się do propozycji Craiga Tileya. Były dyrektor Australian Open sugerował, aby kobiety rywalizowały na dystansie pięciu setów od fazy ćwierćfinałowej.
Pytany o to, czy rekomenduje takie rozwiązanie, Djoković odpowiedział krótko i z uśmiechem: „Nie polecam”. Tenisista, który w swojej karierze rozegrał blisko 500 meczów w formacie best-of-five, doskonale zna fizyczny i psychiczny koszt takich starć. Wspomniał swój najdłuższy finał z Rafaelem Nadalem z 2012 roku, który trwał blisko sześć godzin, oraz niedawny półfinał z Jannikiem Sinnerem w Melbourne Park, trwający ponad cztery godziny.
Fizyczne wycieńczenie i trudna regeneracja
Djoković wyjaśnił, że przygotowanie do pięciosetówek to zupełnie inna dyscyplina sportu. Podkreślił, że mecze trwające po cztery czy pięć godzin odciskają ogromne piętno na kondycji fizycznej zawodnika. Choć w Wielkim Szlemie gracze mają dzień przerwy między spotkaniami, regeneracja po takim maratonie jest niezwykle trudna. Serb przyznał, że obecnie jego ciało regeneruje się znacznie wolniej niż w 2012 roku, a zmęczenie narasta z każdym kolejnym etapem turnieju.
Dyskusja w środowisku tenisowym pozostaje podzielona. Podczas gdy Aryna Sabalenka deklaruje gotowość na nowe wyzwanie, Iga Świątek i Elena Rybakina opowiedziały się przeciwko zmianom. Djoković nazywa rywalizację w tym formacie „zupełnie inną bestią”, z którą trzeba się zmierzyć. Zwraca uwagę, że im dalej w turniej, tym trudniej o gotowość do kolejnego wyzwania po tak wyczerpujących bojach na korcie.
