Jack Draper wraca do rywalizacji na kortach ATP w Waszyngtonie, ale jego dalsze plany przed US Open wywołały spore poruszenie. Brytyjczyk, który w tym sezonie rozegrał zaledwie 13 meczów, zdecydował się na nietypowy krok w procesie odbudowy formy.
Sytuacja 24-latka jest dramatyczna, ponieważ nawracające urazy ramienia i kolana zepchnęły go na 147. miejsce w rankingu światowym. Po wycofaniu się z Wimbledonu w ostatniej chwili, tenisista nie krył swojego rozbicia psychicznego. „Jestem zdruzgotany faktem, że musiałem zrezygnować z meczu pierwszej rundy. W ciągu ostatnich 12 miesięcy było wiele bolesnych chwil, ale ta jest zdecydowanie najgorsza” – przyznał Draper, który wcześniej dotarł do półfinału w Eastbourne, co miało być sygnałem powrotu do elity.
Zaskakująca decyzja o zejściu poziom niżej
Mimo że kalendarz ATP oferuje w sierpniu prestiżowe turnieje w Montrealu czy Cincinnati, Draper wybrał inną drogę. Zamiast rywalizacji z najlepszymi, Brytyjczyk pojawił się na liście startowej challengera ATP 75 w Brownsburgu, który rusza 10 sierpnia. Pula nagród wynosi tam zaledwie 107 tysięcy dolarów, co jasno pokazuje, że dla zawodnika priorytetem jest teraz rytm meczowy i sprawdzenie wytrzymałości organizmu, a nie punkty czy wysokie premie finansowe.
W Waszyngtonie Draper wystąpi dzięki dzikiej karcie, dzieląc los takich graczy jak Kei Nishikori czy Stefanos Tsitsipas. Eksperci zastanawiają się jednak, czy brutalność współczesnego tenisa pozwoli leworęcznemu zawodnikowi na powrót do dawnej dyspozycji. Po opuszczeniu trzech tegorocznych turniejów wielkoszlemowych, start w Brownsburgu obok Cristiana Garina ma być ostatnim testem przed nowojorskim US Open. Wszystko zależy teraz od tego, czy ramię wytrzyma obciążenia turniejowe.
