Terem Moffi wrócił do OGC Nice po wypożyczeniu do FC Porto, ale jego sytuacja w klubie jest dramatyczna. Nowy dyrektor sportowy Roger Ricort publicznie ogłosił, że napastnik nie ma żadnej przyszłości w zespole i musi odejść.
Konflikt ma podłoże w wydarzeniach z listopada, gdy po porażce z FC Lorient kibice zaatakowali autokar z drużyną. Moffi stał się głównym celem agresji fanów, co doprowadziło do wysłania go na zwolnienie lekarskie i późniejszego wypożyczenia. Choć zawodnik pojawił się na środowym treningu przedsezonowym, klub desperacko szuka kupca, by pozbyć się gracza, którego kontrakt wygasa z końcem sezonu. Ricort, który zastąpił Floriana Maurice'a, nie gryzł się w język podczas oceny postawy 27-letniego piłkarza.
Otwarta wojna w Nicei
Dyrektor sportowy Roger Ricort wprost przyznał, że obecność Moffiego w składzie byłaby policzkiem dla kibiców. „Niekoniecznie szanujemy człowieka, ale będziemy szanować zawodnika. W tej chwili on wie, że nie będzie mógł już grać dla Nicei. Myślę, że pokazałoby to brak szacunku dla naszych kibiców” — stwierdził Ricort. Dodał również, że klub zamierza zachować profesjonalizm w kontaktach z agentami piłkarza tylko do momentu znalezienia mu nowego pracodawcy, co ma nastąpić jeszcze w tym oknie transferowym.
Władze klubu z Allianz Riviera postawiły sprawę jasno: Moffi znajduje się na szczycie listy transferowej obok Sofiane Diopa. Roger Ricort chce odzyskać z rynku 70 milionów euro i nie zamierza tolerować zawodników, którzy zawiedli pod względem postawy. Dyrektor przypomniał o kontrowersyjnym zachowaniu Nigeryjczyka w mediach społecznościowych po porażce z Auxerre oraz jego wersji wydarzeń przedstawionej policji po incydencie z listopada. „Kiedy znajdzie klub, uściśniemy sobie dłonie i będziemy sobie życzyć powodzenia” — podsumował Ricort, kończąc temat przyszłości napastnika w barwach Gym.
