Formuła 1 stoi przed logistycznym wyzwaniem, które może przywrócić do kalendarza jeden z najbardziej lubianych torów przez kierowców. Malezja wyrasta na głównego faworyta do zajęcia wolnego miejsca w tegorocznym harmonogramie wyścigów.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie sprawiła, że plany rozegrania Grand Prix Bahrajnu w październiku wiszą na włosku. Choć po zawieszeniu broni liczono na powrót do normalności, ponowna eskalacja konfliktu między Izraelem a Iranem niemal przekreśliła szanse na wyścig w Sakhir. W tej luce czasowej, między zawodami w Azerbejdżanie a Singapurze, ma pojawić się Sepang. Rząd Malezji oficjalnie potwierdził, że prowadzi już studium wykonalności i analizuje wymogi postawione przez władze F1, aby zorganizować wyścig po dziewięciu latach przerwy.
Minister potwierdza negocjacje i analizę toru Sepang
Minister młodzieży i sportu Malezji, dr Mohammed Taufiq Johari, przyznał w piątkowym oświadczeniu, że resort otrzymał wstępne informacje dotyczące możliwości zastąpienia Bahrajnu. „Ministerstwo Młodzieży i Sportu aktywnie prowadzi dyskusje i ocenia propozycję” – poinformował polityk. Choć tor Sepang regularnie gości motocyklowe mistrzostwa MotoGP, powrót bolidów Formuły 1 wymagałby od organizatorów wykonania ogromnej pracy w bardzo krótkim czasie. Decyzja musi zapaść szybko, ponieważ logistyka transportu sprzętu między kontynentami nie wybacza opóźnień.
Szef Formuły 1, Stefano Domenicali, zachowuje spokój, ale wyznaczył już twardą datę graniczną dla ostatecznego kształtu kalendarza na 2026 rok. „Obowiązkiem dobrego organizatora lub promotora jest upewnienie się, że istnieją plany awaryjne. Jeśli chodzi o koniec roku, są one gotowe, a decyzja musi zostać podjęta do połowy września” – zadeklarował Domenicali w rozmowie ze Sky. Jeśli Malezja nie zdoła przygotować toru, F1 rozważa pozostawienie luki w kalendarzu lub wykorzystanie portugalskiego toru Portimao jako opcji rezerwowej dla zagrożonych rund w Katarze i Abu Zabi.
