Max Verstappen wyrasta na największego krytyka nowej ery Formuły 1. Czterokrotny mistrz świata, który wcześniej nazywał obecne regulacje „anty-wyścigowymi” i porównywał je do „Formuły E na sterydach”, stoi teraz przed najtrudniejszym wyborem w karierze. Po fatalnym początku sezonu w wykonaniu Red Bulla, Holender otwarcie przyznaje, że nadszedł czas na podjęcie poważnych życiowych decyzji dotyczących jego przyszłości w tym sporcie.
Sytuacja stajni z Milton Keynes jest dramatyczna. Model RB22 cierpi na brak balansu i ogromne problemy z przyczepnością opon, co zepchnęło zespół na szóste miejsce w klasyfikacji konstruktorów z dorobkiem zaledwie 16 punktów. Sam Verstappen zajmuje odległą, dziewiątą lokatę w rankingu kierowców. Frustracja narasta, zwłaszcza że nowe jednostki napędowe wymuszają na zawodnikach nienaturalne zachowania na torze, takie jak odpuszczanie gazu na prostych w celu odzyskiwania energii.
Kryzys w Red Bullu i odejście zaufanego inżyniera
Olej do ognia dolewa informacja o odejściu Gianpiero Lambiase. Zaufany inżynier wyścigowy Verstappena, z którym ten współpracuje od 2016 roku, przenosi się do McLarena. Choć kierowca publicznie zapewnia, że ta zmiana nie determinuje jego odejścia, wcześniej deklarował, że nie wyobraża sobie pracy z nikim innym. Teraz przyznaje jednak, że blokowanie kariery Lambiase byłoby błędem, a zespół musi szukać nowych rozwiązań w obliczu nadchodzących zmian personalnych.
Podczas gdy rywale z Mercedesa chwalą nowe przepisy, Verstappen sugeruje, że robią to tylko dlatego, bo aktualnie wygrywają. Holender coraz mocniej angażuje się w wyścigi endurance klasy GT3 i już w połowie maja wystartuje w 24-godzinnym wyścigu na torze Nurburgring. Przed Grand Prix Miami mistrz świata ucina spekulacje o natychmiastowym przełomie w rozmowach o kontrakcie, zaznaczając krótko, że wciąż potrzebuje czasu na przemyślenie swoich kolejnych kroków.
