Florian Thauvin przeżył bolesne zderzenie z rzeczywistością po powrocie z ligi meksykańskiej. Choć jest mistrzem świata z 2018 roku, francuskie kluby potraktowały go w sposób, którego nikt by się nie spodziewał po zawodniku tej klasy.
W szczerym wywiadzie dla Ligue 1+ zawodnik wyznał, że desperacko szukał zatrudnienia w ojczyźnie po wygaśnięciu kontraktu z Tigres UANL. 33-letni obecnie piłkarz był gotowy na ogromne ustępstwa finansowe, byle tylko ponownie zagrać na francuskich boiskach. Thauvin osobiście kontaktował się z prezesem Montpellier, Laurentem Nicollinem, ale jego starania spotkały się z całkowitą obojętnością. Podobna sytuacja spotkała go w Lorient, gdzie nikt nie raczył odpowiedzieć na jego telefony.
„Osobiście dzwoniłem do Laurenta Nicollina dwa razy. Powiedziałem mu, że przyjdę za każdą pensję, jaką mi zaoferują. Zadzwoniłem ponownie, nie odpowiedział. Zadzwoniłem drugi raz, też nie odpowiedział” – wyznał rozżalony Florian Thauvin. Były skrzydłowy Marsylii dodał również, że w pewnym momencie sam zabiegał o kontakt z Lorient, ale tamtejsi działacze konsekwentnie milczeli, nie dając mu szansy na powrót do Ligue 1.
Wielki powrót i triumf nad niedowiarkami
Po niepowodzeniach we Francji Thauvin trafił do Udinese, gdzie spędził dwa i pół sezonu, rozgrywając 73 mecze. Dopiero po tym czasie udało mu się spełnić marzenie o powrocie do ojczyzny w barwach Lens. Poprzedni sezon był dla niego prawdziwym popisem formy. Zdobył 14 bramek i zanotował 10 asyst, co pomogło jego drużynie wygrać Puchar Francji oraz wywalczyć awans do Ligi Mistrzów. Thauvin ostatecznie uciszył wszystkich krytyków, którzy skreślili go po pobycie w Meksyku.
