Niedzielne popołudnie na stadionie w Hamburgu zamieniło się w jedną z najczarniejszych kart w najnowszej historii klubu. Hamburger SV uległ Mainz 05 aż 0:5, co wywołało falę krytyki pod adresem trenera Merlina Polzina.
Szkoleniowiec gospodarzy po meczu nie zamierzał ukrywać swojej frustracji wynikiem i postawą zespołu. Hamburg po dwóch kolejkach Bundesligi pozostaje bez punktu i bez strzelonego gola, co po kosztownej przebudowie składu jest odbierane jako katastrofa. „Wynik mówi sam za siebie. To było dla nas całkowicie gówniane popołudnie. Porażka była w pełni zasłużona” – przyznał Polzin podczas konferencji prasowej.
Rewolucja kadrowa nie przyniosła efektów
Przed meczem Hamburg dokonał kilku głośnych ruchów transferowych, sprowadzając na stałe Fabio Vieirę z Arsenalu oraz pozyskując Zakarię El Ouahdiego i Davida Møllera Wolfe. Polzin zdecydował się na odważny krok i wystawił w podstawowej jedenastce aż czterech nowych zawodników, w tym Terema Moffiego kosztem Patsona Daki. Ta decyzja personalna okazała się błędem, do czego 35-letni trener otwarcie się przyznał, biorąc na siebie odpowiedzialność za dobór składu.
Mecz rozstrzygnął się właściwie już w pierwszej połowie, gdy błąd Nicolaia Remberga wykorzystał Kaishu Sano, asystując przy trafieniu Sheraldo Beckera. Jeszcze przed przerwą Phillipp Mwene podwyższył na 2:0, a Hamburg nie potrafił odpowiedzieć żadną składną akcją. Polzin próbował ratować sytuację zmianami w przerwie, wprowadzając Vieirę i Dakę, jednak już trzy minuty po wznowieniu gry Phillip Tietz strzelił trzeciego gola dla gości.
W końcówce spotkania Mainz dobiło rywali kolejnymi bramkami Tietza oraz byłego gracza HSV, Ransforda Königsdörffera. Ten ostatni celebrował gola przed kibicami gospodarzy, co wywołało wściekłość kapitana Remberga. Polzin zakończył spotkanie z mediami gorzką refleksją: „Grając w ten sposób, żaden przeciwnik w Bundeslidze nie będzie miał problemów z pokonaniem nas. To moment ekstremalnego bólu i bolesne zderzenie z rzeczywistością”.
