Jannik Sinner przetrwał morderczy, pięciosetowy bój z Miomirem Kecmanoviciem na otwarcie Wimbledonu. Choć lider światowego rankingu był o krok od sensacyjnej porażki, ostatecznie zdołał odwrócić losy meczu i udowodnić, że kryzys z Roland Garros ma już za sobą.
Włoch zaprezentował na korcie centralnym niespotykaną dotąd siłę ognia, ustanawiając swój nowy rekord życiowy. W trakcie pięciu setów posłał aż 31 asów serwisowych, co stało się fundamentem jego zwycięstwa nad sklasyfikowanym na 58. miejscu Serbem. Mimo że Sinner zmagał się z innymi elementami gry, jego serwis był niemal bezbłędny. Od czwartego seta nie dał się ani razu przełamać, co przy tak wyrównanym starciu okazało się kluczowe dla losów awansu do kolejnej fazy turnieju.
Problemy mistrza w drodze po obronę tytułu
Mimo rekordowych statystyk serwisu, gra Sinnera nie była wolna od błędów, które mogły go słono kosztować. Tenisista popełnił aż 31 niewymuszonych błędów, co sam tłumaczył brakiem rytmu meczowego po przerwie od startów w Paryżu. Przed Wimbledonem rozegrał jedynie pokazowe spotkanie z Cameronem Norrie, co było widać w nerwowych momentach poniedziałkowego starcia. Grass to wymagająca nawierzchnia, a Włoch wyraźnie potrzebował czasu, by odnaleźć właściwą precyzję uderzeń pod presją rywala.
W drugiej rundzie poprzeczka może zawisnąć jeszcze wyżej, ponieważ na drodze obrońcy tytułu stanie Nuno Borges. Portugalczyk jest znacznie lepiej ograny na trawie w tym sezonie, mając za sobą występy w trzech turniejach poprzedzających londyński szlem. Sinner musi wyeliminować przestoje w grze, jeśli chce uniknąć kolejnych kłopotów. Jego forma z turniejów Masters w Madrycie czy Rzymie daje jednak nadzieję, że z każdym kolejnym meczem na Wimbledonie będzie prezentował się coraz pewniej.
