Kimi Antonelli wyrasta na absolutnego dominatora Formuły 1, ale droga na szczyt była naznaczona ogromnym strachem. Lider klasyfikacji generalnej przyznał, że podczas swojego debiutanckiego sezonu w 2025 roku poważnie obawiał się o przyszłość w Mercedesie. Dzisiaj Włoch śrubuje rekord pięciu zwycięstw z rzędu, co nie udało się wcześniej żadnemu kierowcy bezpośrednio po wygraniu pierwszego wyścigu w karierze.
Kryzys młodego kierowcy rozpoczął się po historycznym podium w Kanadzie. Powrót do Europy okazał się brutalny, a błędy w kwalifikacjach i wyścigach, w tym kompromitacja w Belgii, zrodziły plotki o przeniesieniu go do słabszego zespołu klienckiego. Mercedes przyznał później, że winna była nowa geometria tylnego zawieszenia, która choć teoretycznie szybsza, odbierała kierowcy czucie bolidu podczas hamowania. Toto Wolff nie gryzł się w język, nazywając domowy występ Antonellego na Monzy rozczarowującym.
Bolesna lekcja i powrót na szczyt
Mimo traumatycznych przeżyć, Antonelli patrzy na tamten okres z dystansem. „Bardzo wątpiłem w siebie, szczególnie podczas tego trudnego czasu w Europie. Jestem jednak wdzięczny, że to się stało, ponieważ dzięki temu bardzo dorosłem i wiele się o sobie nauczyłem” – wyznał kierowca przed Grand Prix Hiszpanii. Włoch podkreśla, że rok spędzony w Formule 1 zmienił go nie tylko jako sportowca, ale przede wszystkim jako człowieka, pozwalając lepiej zrozumieć własne reakcje w sytuacjach ekstremalnych.
Obecny sezon to zupełnie inna historia, choć nie brakuje w nim nerwowych momentów. Antonelli miewał problemy ze startami w Chinach i Miami, gdzie otrzymywał kary za limity toru, ale jego występ w Monako był pokazem czystej siły. „W tym roku, jak dotąd, nie kwestionowałem ani nie wątpiłem w siebie. Wciąż jednak muszę odpowiedzieć na pytania, jak daleko mogę się posunąć w krótkim czasie i jak duży jest mój potencjał” – podsumował lider Mercedesa, który wyprzedził w tabeli George'a Russella.
