Giovanni Mpetshi Perricard przechodzi przez najtrudniejszy moment w swojej dotychczasowej karierze na kortach ATP. Francuz, który jeszcze niedawno był uznawany za jedną z najbardziej obiecujących postaci w tourze, oficjalnie wypadł z pierwszej setki światowego rankingu. To bolesny upadek dla zawodnika, który w 2025 roku zdołał przebić się do czołowej trzydziestki zestawienia i regularnie rzucał wyzwanie najlepszym.
Jeszcze w 2024 roku podczas turnieju w Wiedniu jego niesamowite parametry serwisowe wprawiły w osłupienie samego Carlosa Alcaraza. Hiszpan nie szczędził mu wówczas komplementów, zwracając uwagę na atomowe uderzenia rywala, które osiągały zawrotne prędkości. „Sposób, w jaki on serwuje, jest niewiarygodny. Widziałem statystyki w finale. Średnia pierwszego serwisu wynosiła 235 km/h, a drugiego 215 km/h. To szaleństwo” — przyznał Alcaraz, cytowany przez Liama McMillena. Dziś te wspomnienia wydają się odległe, gdyż potężna broń Francuza przestała przynosić mu zwycięstwa w najważniejszych momentach sezonu.
Statystyki Mpetshi Perricarda z 2026 roku są alarmujące i pokazują skalę zapaści formy. Tenisista wygrał zaledwie osiem spotkań przy aż osiemnastu porażkach, a co gorsza, odpadł w pierwszej rundzie każdego tegorocznego turnieju wielkoszlemowego. Stał się tym samym jednym z zaledwie sześciu graczy, którzy musieli pogodzić się z tak fatalnym bilansem w najważniejszych imprezach roku. To drastyczna zmiana w porównaniu do 2024 roku, kiedy potrafił dotrzeć do czwartej rundy Wimbledonu i wygrywać turnieje rangi ATP 500, jak choćby Swiss Indoors.
Obecna sytuacja stawia pod znakiem zapytania jego udział w przyszłorocznym Australian Open bez konieczności gry w eliminacjach. Szansą na przełamanie czarnej serii może być nadchodząca część sezonu rozgrywana w europejskich halach, gdzie Francuz tradycyjnie czuje się najlepiej. Przed nim występy przed własną publicznością, między innymi w Metz, które mogą zadecydować o jego przyszłości w elicie. Jeśli jednak szybko nie odzyska skuteczności, zawodnik chwalony wcześniej przez Novaka Djokovicia i Carlosa Alcaraza, będzie musiał na nowo przebijać się przez turnieje niższej rangi.
