Relacje na linii Barcelona – Atletico Madryt osiągnęły punkt wrzenia po letnim oknie transferowym. Joan Laporta publicznie skrytykował postawę ligowego rywala, który zablokował przeprowadzkę Juliana Alvareza do stolicy Katalonii.
Duma Katalonii przez niemal całe lato intensywnie zabiegała o podpis argentyńskiego napastnika. Po odejściu Roberta Lewandowskiego oraz Ferrana Torresa, to właśnie Alvarez stał się priorytetem transferowym dla pionu sportowego Barcelony. Mimo wyraźnych próśb samego zawodnika o zgodę na zmianę barw klubowych, władze z Metropolitano pozostały nieugięte. Negocjacje, które miały wzmocnić siłę ognia zespołu, zakończyły się fiaskiem.
Ostre oskarżenia pod adresem Gil Marina
Prezydent Barcelony w rozmowie z mediami, cytowanej przez Fabrizio Romano, nie szczędził gorzkich słów pod adresem dyrektora Atletico. Laporta wyjawił, że osobiście kontaktował się z Gilem Marinem „Atletico pokazało swoją prawdziwą twarz. Zachowywali się tak, jakby byli stroną poszkodowaną, choć nie mieli żadnego sposobu na uzasadnienie swojej postawy” – stwierdził stanowczo sternik katalońskiego klubu, podkreślając, że Barcelona działała zgodnie z przyjętymi standardami rynkowymi.
Według relacji Laporty, Atletico miało być gotowe na sprzedaż swojej gwiazdy do dowolnego zespołu, byle nie do bezpośredniego konkurenta z LaLiga. „Docierały do nas raporty, że sprzedaliby go każdemu na świecie, tylko nie Barcelonie. I tak właśnie było – faktycznie byli gotowi oddać Juliana do jakiegokolwiek klubu, ale nie do nas” – dodał prezydent. Choć Laporta przyznaje, że sprawa jest już przeszłością, jego wypowiedź jasno wskazuje na głęboki uraz po nieudanych rozmowach z madryckimi działaczami.
Madrytczycy argumentowali swoją decyzję kwestiami godnościowymi, twierdząc, że to oni są ofiarami całej sagi transferowej. Obecnie Joan Laporta zapewnia jednak, że jest w pełni usatysfakcjonowany kadrą, jaką dysponuje klub po zamknięciu letniego rynku, mimo braku Argentyńczyka w składzie.
