Alexander Zverev kończy 2026 rok z największą liczbą tytułów wielkoszlemowych wśród mężczyzn, ale jego sukcesy rodzą niespodziewaną falę sceptycyzmu. Choć Niemiec zdominował korty w Paryżu i Nowym Jorku, krytycy uparcie forsują tezę, że kluczem do jego triumfów było wyjątkowe szczęście.
Przez lata Zverev uchodził za zawodnika, który seryjnie zawodzi w decydujących fazach najważniejszych turniejów. Najpierw drogę do chwały blokowali mu Roger Federer, Rafael Nadal i Novak Djoković, a w ostatnich sezonach musiał uznawać wyższość Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera. Przełom nastąpił w czerwcu podczas French Open, a niedawne zwycięstwo w US Open miało ostatecznie ugruntować jego pozycję wśród legend sportu. Mimo to, obserwatorzy wyliczają, że w drodze po dwa skalpy pokonał tylko jednego gracza z czołowej dziesiątki rankingu – Bena Sheltona w nowojorskim finale.
Głosy sprzeciwu i obrona legendy
W obronie swojego rodaka stanął Boris Becker, który na łamach podcastu prowadzonego z Andreą Petkovic ostro skrytykował postawę środowiska. Legendarny tenisista nie kryje oburzenia faktem, że sukcesy Saszy są deprecjonowane przez pryzmat problemów zdrowotnych jego największych rywali. Becker zauważył, że Zverev był o krok od finałów we wszystkich czterech turniejach wielkoszlemowych w tym sezonie, co dowodzi jego niesamowitej regularności i formy.
„To nie jego wina, że Sinner doznał kontuzji, a Alcaraz spędził cztery miesiące na leczeniu urazu. On może pokonać tylko tego przeciwnika, który staje naprzeciwko niego na korcie. Uważam to za absolutną hańbę i niewiarygodny brak szacunku wobec jego osiągnięć” – przyznał stanowczo Boris Becker. Niemiec podkreślił, że nadszedł czas, aby w jesieni kariery Zvereva zacząć doceniać go jako sportowca, który po prostu dostarcza wyniki na najwyższym poziomie.
Niechęć do celebracji sukcesów Zvereva ma jednak głębsze podłoże niż tylko analiza drabinek turniejowych. W mediach społecznościowych oraz analizach Sky Sports wciąż powracają pytania o sprzyjające okoliczności losu, a cieniem na wizerunku zawodnika kładą się dawne oskarżenia o przemoc domową, którym tenisista konsekwentnie zaprzecza. Sam mistrz US Open przyznał, że Sinner pozostaje najtrudniejszym rywalem, gdy jest w pełni sił, ale po roku spełnionych marzeń zdaje się nie przejmować brakiem sympatii ze strony części fanów.
