Jannik Sinner awansował do trzeciej rundy Wimbledonu, jednak styl jego zwycięstw jest daleki od ideału. Włoch, który broni tytułu wywalczonego przed rokiem, ma ogromne problemy z utrzymaniem stabilności na korcie. Choć pokonał Nuno Borgesa, jego gra obnażyła słabości, których wcześniej nie widzieliśmy u lidera światowego rankingu.
Największym problemem Włocha jest obecnie jego forhend, który dotychczas był jego najgroźniejszą bronią. Statystyki są bezlitosne i pokazują drastyczny spadek formy w tym elemencie. W pierwszych dwóch meczach ubiegłorocznej edycji Sinner popełnił zaledwie 14 niewymuszonych błędów z forhendu. W tym roku, po starciach z Miomirem Kecmanoviciem i Nuno Borgesem, licznik ten wskazuje już 43 pomyłki. To szokująca różnica, która pozwala niżej notowanym rywalom realnie marzyć o sprawieniu niespodzianki w starciu z faworytem.
Niepokojące sygnały przed decydującą fazą turnieju
W meczu przeciwko Borgesowi jakość forhendu Sinnera spadła w pewnym momencie do poziomu 6.7 w oficjalnych rankingach jakości uderzeń, co u tego zawodnika jest zjawiskiem niemal niespotykanym. Choć potężny serwis wciąż pozwala mu ratować kluczowe gemy, taka dyspozycja może nie wystarczyć w późniejszych etapach turnieju. Jeśli Włoch nie opanuje błędów przed potencjalnym półfinałem z Novakiem Djokoviciem, Serb z pewnością bezlitośnie wykorzysta każdy darmowy punkt oddany przez rywala. Obecnie lider rankingu przygotowuje się do starcia z Jensonem Brooksbym.
