W środowy wieczór w szeregach Barcelony zapanował ogromny niepokój po dramatycznych wydarzeniach w meczu z Sabadell. Jesse Bisiwu, który niedawno dołączył do klubu, musiał opuścić murawę na noszach, nie potrafiąc ukryć łez rozpaczy. To ogromny cios dla sztabu szkoleniowego, który wiązał z młodym Belgiem wielkie nadzieje na nadchodzące miesiące.
Do fatalnego w skutkach zdarzenia doszło podczas spotkania w ramach Pucharu Katalonii, w którym 18-latek wybiegł w podstawowym składzie. W trakcie walki o piłkę Bisiwu został brutalnie zaatakowany przez rywala, co skończyło się bolesnym urazem prawego stawu skokowego. Choć początkowo sztab medyczny próbował pomóc mu przy linii bocznej, ostatecznie konieczne było użycie noszy, by przetransportować zawodnika do tunelu. Według zagranicznych doniesień, w klubie już teraz panują poważne obawy dotyczące długości przerwy utalentowanego skrzydłowego. Bisiwu trafił do stolicy Katalonii pod koniec sierpnia po długich negocjacjach z Club Brugge, w które osobiście zaangażowany był Deco. Od pierwszych dni w nowym otoczeniu nastolatek zachwycał swoją techniką, dryblingiem i bezpośrednim stylem gry, co szybko wzbudziło entuzjazm wśród obserwatorów treningów pierwszej drużyny.
Sytuacja kadrowa Barcelony staje się coraz trudniejsza, zwłaszcza w formacjach ofensywnych, gdzie urazy zaczynają eliminować kolejnych graczy. Szwedzki skrzydłowy również opuszczał boisko na noszach i we łzach, co wykluczyło go z gry na wiele miesięcy i pokrzyżowało plany transferowe klubu. Teraz Blaugrana musi drżeć o zdrowie Bisiwu, czekając na oficjalne wyniki badań medycznych.
Klub nie wydał jeszcze oficjalnego komunikatu medycznego, ale pierwsze doniesienia stacji Esport3 potwierdzają, że uraz jest efektem silnego nadepnięcia na kostkę. Kibice z niepokojem śledzą doniesienia z gabinetów lekarskich, licząc na to, że czarny scenariusz o wielomiesięcznej pauzie tym razem się nie potwierdzi.
