Formuła 1 stoi przed kluczową decyzją dotyczącą przepisów silnikowych na sezon 2027. Władze sportu mają zaledwie 15 dni na zatwierdzenie zmian, które mogą całkowicie odmienić charakterystykę bolidów. Jak donoszą media, negocjacje nabrały tempa po chłodnym przyjęciu pierwotnych założeń przez kierowców i kibiców.
Głównym punktem sporu jest propozycja nowego podziału mocy w stosunku 60 do 40 na korzyść silnika spalinowego. Obecnie rozważane jest zwiększenie mocy jednostki termicznej z 530 do około 600 koni mechanicznych. Taka zmiana wymusiłaby jednak powiększenie zbiornika paliwa, co pociąga za sobą konieczność całkowitego przeprojektowania wymiarów bolidu. Czasu na tak drastyczne korekty jest bardzo mało, a okno decyzyjne zamknie się definitywnie w połowie maja.
Walka o głosy producentów i przyszłość wyścigów
Aby wprowadzić nowe regulacje, wymagana jest zgoda większości producentów. Do przeforsowania pomysłu potrzeba głosów czterech z pięciu dostawców silników. Według padokowych plotek Honda oraz Red Bull Powertrains popierają zmiany, natomiast stanowiska Ferrari i Audi nie są jeszcze jasne. Mercedes może być przeciwny modyfikacjom, ale silny front rywali może zmusić stajnię z Brackley do ustępstw w imię poprawy widowiska.
Celem modyfikacji jest przywrócenie kierowcom naturalnego czucia samochodu, które zostało utracone wraz z końcem generacji bolidów z 2025 roku. Jeden z szefów zespołów przyznaje anonimowo, że jeśli decyzja zapadnie w ciągu dwóch tygodni, inżynierowie zdążą z pracami. W najgorszym scenariuszu, aby poradzić sobie z wyższym zużyciem paliwa bez drastycznej zmiany konstrukcji, dystans wyścigów mógłby zostać skrócony o trzy okrążenia.
