Przerwa Carlosa Alcaraza od zawodowego tenisa wydłuża się do niepokojących rozmiarów, a start w nadchodzącym US Open stoi pod ogromnym znakiem zapytania. Hiszpan nie pojawił się na korcie od kwietnia, kiedy to podczas turnieju w Barcelonie nabawił się urazu nadgarstka.
Siedmiokrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych cierpi na zapalenie pochewki ścięgna w nadgarstku. Z powodu tej kontuzji wicelider rankingu ATP opuścił już dwa turnieje Wielkiego Szlema oraz cztery imprezy rangi Masters 1000. Choć Alcaraz wciąż figuruje na liście zgłoszeń do US Open, który startuje 30 sierpnia, jego wycofanie się z Cincinnati Masters sugeruje, że obrona tytułu w Nowym Jorku może okazać się niemożliwa.
Stephen Smith, założyciel Kitman Labs, w rozmowie z Tennis365 ocenia, że tak długa absencja może być paradoksalnie dobrym sygnałem. Według niego sztab zawodnika przyjął zupełnie nową filozofię zarządzania zdrowiem, stawiając na cierpliwość zamiast ryzykownego powrotu. Ekspert zauważa, że uraz Hiszpana to typowa kontuzja przeciążeniowa, podobna do tych, z którymi zmagali się Emma Raducanu czy Jack Draper.
„Myślę, że to jedna z dwóch rzeczy. Albo jest to naprawdę duże wyzwanie i on wciąż ma wiele objawów, albo są bardzo cierpliwi i myślą o tym, jak zrobić to we właściwy sposób, aby zapewnić, że problem nie powróci” – wyjaśnił Smith w wywiadzie dla Tennis365. Specjalista podkreślił, że bez wglądu w wewnętrzne raporty zespołu trudno o jednoznaczną diagnozę, ale ma nadzieję, że to świadoma strategia długofalowa.
Mimo że kibice liczą na występ gwiazdora w Nowym Jorku, Smith studzi emocje i przewiduje pesymistyczny scenariusz dla fanów talentu Hiszpana. Jego zdaniem rzucanie zawodnika na głęboką wodę podczas tak wymagającego turnieju byłoby nielogiczne. „Biorąc pod uwagę, jak cierpliwi byli do tej pory, byłbym zszokowany, widząc go na US Open” – podsumował ekspert, wskazując na konieczność progresywnego budowania formy.
