Novak Djokovic nie zdołał przejść drugiej rundy turnieju Masters 1000 w Cincinnati, ulegając sklasyfikowanemu na 50. miejscu Tirante 6:2, 4:6, 4:6. Choć Serb wygrał pierwszą partię, w kolejnych setach wyraźnie opadł z sił, co wywołało falę spekulacji na temat jego dyspozycji fizycznej przed ostatnim wielkoszlemowym turniejem w sezonie.
Była tenisistka Camille Pin w rozmowie z Eurosport France zwróciła uwagę na niepokojące sygnały, które pojawiły się już na starcie pojedynku. „Od samego początku meczu Novak miał trudności z oddychaniem i to jest dość zły znak. To martwi bardziej niż sama porażka z Tirante” – oceniła Pin. Komentatorka podkreśliła, że 39-letni zawodnik odczuwał dyskomfort mimo swojej legendarnej sprawności, co wymusza pilne konsultacje z jego sztabem medycznym jeszcze przed wylotem do Nowego Jorku.
Sam zawodnik po meczu nie szukał wymówek, ale otwarcie opowiedział o swoich ograniczeniach. „To po prostu stan zdrowotny, który mam i który dokucza mi od kilku lat. Powoduje wiele problemów, zwłaszcza gdy jest wilgotno i gorąco” – wyznał 24-krotny mistrz wielkoszlemowy. Djokovic dodał, że stres związany z rywalizacją dodatkowo potęguje te dolegliwości, co w brutalnych warunkach pogodowych w Cincinnati okazało się barierą nie do przejścia.
Mimo problemów zdrowotnych, piąty tenisista świata nie rezygnuje z ambitnych planów na końcówkę sierpnia. Według zagranicznych doniesień jego kolejnym przystankiem będzie US Open, gdzie wystąpi nie tylko w singlu, ale także w turnieju miksta u boku Aryny Sabalenki. Serb wciąż poluje na swój 25. tytuł wielkoszlemowy w grze pojedynczej, na który czeka od zwycięstwa w Nowym Jorku w 2023 roku. Kibice zastanawiają się jednak, czy nawracające kłopoty z oddychaniem pozwolą mu na skuteczną walkę o trofeum.
