Julián Álvarez pozostał w Atlético Madryt po zamknięciu letniego okna transferowego, ale to wcale nie kończy napiętej sagi z jego udziałem. Argentyńczyk już w czerwcu jasno zadeklarował, że jego marzeniem jest gra w Barcelonie, co wywołało wściekłość w Madrycie i entuzjazm w stolicy Katalonii. Sytuacja jest patowa, ponieważ piłkarz chce odejść, a klub nie zamierza go puścić do bezpośredniego rywala.
Barcelona desperacko szuka następcy Roberta Lewandowskiego, który odszedł po wygaśnięciu kontraktu. Trener Hansi Flick widzi w Álvarezie idealne wzmocnienie, zwłaszcza po sprzedaży Ferrana Torresa do PSG za 50 milionów euro. Według zagranicznych doniesień Katalończycy złożyli ofertę opiewającą na 100 milionów euro płatne w sześciu ratach, jednak Atlético początkowo wyśmiewało te informacje, by ostatecznie potwierdzić wpłynięcie propozycji.
Relacje między klubami stały się skrajnie wrogie, a dyrektor generalny Atlético, Miguel Ángel Gil Marín, publicznie zadeklarował, że żadna kwota nie przekona go do sprzedaży zawodnika Barcelonie. „Nasza odpowiedź jest nieograniczona: nie chcemy go sprzedawać. Nie zaakceptowaliśmy oferty 100 milionów euro, nie przyjmiemy też 150 ani 200 milionów” – grzmiał Gil Marín w rozmowie z EFE. Madrytczycy oskarżają Barcelonę o brak szacunku i próbę wykorzystania rzekomej słabości ich klubu.
W sprawę zaangażował się również prezydent Barcelony, Joan Laporta, który nie szczędził uszczypliwości pod adresem rywali. „Wielki klub nie zatrzymuje zawodników, którzy nie chcą w nim być” – stwierdził Laporta, wywierając presję na władzach z Madrytu. Atlético odpowiedziało na te działania zgłoszeniem sprawy do hiszpańskiej federacji piłkarskiej, oskarżając Barcelonę o nieprzepisowe podejście do zawodnika, który ma kontrakt ważny aż do 2030 roku.
Choć zainteresowanie Argentyńczykiem przejawiał również Arsenal, Mikel Arteta szybko zrozumiał, że serce piłkarza bije tylko dla Barcelony. Kanonierzy rozważali ofertę, ale Álvarez nie był zainteresowany powrotem do Anglii, co zamknęło temat przeprowadzki do Londynu. Obecnie napastnik musi pozostać na Metropolitano przynajmniej do stycznia, mimo doniesień o jego trudnych relacjach z Diego Simeone dotyczących roli taktycznej w zespole.
