Jannik Sinner przygotowuje się do obrony tytułu na trawiastych kortach Wimbledonu po zwycięstwie nad Cameronem Norrie w pokazowym turnieju Giorgio Armani Tennis Classic. Włoch przyjeżdża do Londynu z niesamowitą serią 34 wygranych meczów w turniejach rangi Masters 1000, co pozwoliło mu przejść do historii tenisa.
Mimo absolutnej dominacji w turniejach niższej rangi, rok 2026 przyniósł liderowi rankingu bolesne rozczarowania w najważniejszych imprezach. Sinner przegrał w półfinale Australian Open z Novakiem Djokoviciem, a następnie doznał sensacyjnej porażki w drugiej rundzie French Open z Juanem Manuelem Cerundolo. W Paryżu Włoch prowadził już 2:0 w setach i 5:1 w trzeciej partii, po czym zaliczył dramatyczny zapaść fizyczną, która przekreśliła jego szanse na skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema.
Wymowna reakcja na trudne pytanie
Podczas konferencji prasowej dziennikarze postawili Sinnera przed trudnym wyborem, pytając, czy oddałby pięć tegorocznych tytułów Masters 1000 w zamian za triumf w Melbourne lub Paryżu. Tenisista zareagował uśmiechem, nawiązując do słynnej filozofii Rafaela Nadala o tym, że w sporcie nie ma miejsca na gdybanie. „Uh… jeśli, jeśli nie… Nie wiem. Nie wiem. Nie mogę na to odpowiedzieć, ale dobre pytanie, okej” – uciął krótko lider światowego rankingu, odmawiając rozpamiętywania przeszłości.
Włoch już wcześniej podkreślał, że rekordy nie są dla niego priorytetem, a sukcesy nie zmieniły jego relacji z najbliższymi. „Nie gram dla tych rekordów ani dla rekordów w ogóle. Gram dla siebie. Gram dla mojego zespołu, bo oni wiedzą, co się za tym kryje. Także dla mojej rodziny, bo przy sukcesach, jakie odniosłem, oni również nigdy nie zmienili swojego stosunku do mnie. To oczywiście wiele znaczy, świetne liczby. Ale za tym kryje się dużo dyscypliny i poświęcenia” – przyznał Sinner podczas turnieju w Madrycie.
