Iga Świątek, Carlos Alcaraz i Novak Djoković mogą stanąć przed dramatycznym wyborem dotyczącym startu w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku. Jak donoszą media, ogłoszony właśnie terminarz turnieju tenisowego wywołał ogromne poruszenie w środowisku sportowym. Organizatorzy zaplanowali rywalizację w sposób, który praktycznie wyklucza regenerację po najbardziej prestiżowym turnieju na świecie.
Największym problemem jest ekstremalnie krótki odstęp czasu między finałami Wimbledonu a startem zmagań olimpijskich. Wielki Szlem w Londynie zakończy się w weekend 15-16 lipca 2028 roku, a już w środę, 19 lipca, w Los Angeles ruszy rywalizacja o medale. Tenisiści będą mieli zaledwie kilkadziesiąt godzin na przelot do Stanów Zjednoczonych, zmianę strefy czasowej oraz, co najtrudniejsze, błyskawiczne przejście z nawierzchni trawiastej na twarde korty w Carson.
Logistyczna pułapka dla najlepszych rakiet świata
Sytuacja jest znacznie trudniejsza niż podczas igrzysk w Paryżu, gdzie zawodnicy mieli dwa tygodnie przerwy na odpoczynek i zmianę nawierzchni. W 2028 roku dziesięciodniowy turniej olimpijski rozpocznie się od miksta, a już 20 lipca ruszą single. Dla zawodników takich jak Iga Świątek, która w Paryżu zdobyła brązowy medal, czy Novak Djoković, marzący o kolejnym występie olimpijskim, tak napięty grafik może okazać się barierą nie do przeskoczenia bez ryzyka kontuzji.
Wielu czołowych graczy planuje starty w trzech konkurencjach: singlu, deblu i mikście, co przy braku odpoczynku po Wimbledonie oznacza morderczy wysiłek. Aby w ogóle myśleć o występie w Los Angeles, zawodnicy muszą dodatkowo spełnić wymogi dotyczące minimalnej liczby występów w Pucharze Davisa lub Billie Jean King Cup. Przy tak restrykcyjnym kalendarzu, niektórzy faworyci mogą zostać zmuszeni do podjęcia bolesnej decyzji o wycofaniu się z igrzysk.
