W finałowym akcie europejskiego sezonu brak hiszpańskich drużyn wydaje się scenariuszem niemal nierealnym. W tym stuleciu kluby z LaLiga zdobyły łącznie 24 główne trofea na kontynencie, ale tym razem giganci z Madrytu i Barcelony obejrzą decydujące starcia w telewizji. Pałeczkę przejęli jednak hiszpańscy trenerzy, którzy zrewolucjonizowali zespoły w najsilniejszych ligach świata.
Luis Enrique w Paryżu udowodnił, że duch zespołu jest ważniejszy niż kolekcjonowanie supergwiazd. Po odejściu Lionela Messiego i Neymara, szkoleniowiec zbudował w PSG młodą, agresywnie pressującą maszynę, która sięgnęła po potrójną koronę. Symbolem tej przemiany jest Ousmane Dembele, który pod okiem Enrique przeszedł metamorfozę z nieśmiałego skrzydłowego w zdobywcę Złotej Piłki. Jeśli PSG pokona Arsenal w finale Ligi Mistrzów w Budapeszcie, Hiszpan dołączy do Zinedine'a Zidane'a jako jedyny trener, który obronił trofeum w nowoczesnej erze tych rozgrywek.
Od luksusów Paryża po robotnicze Vallecas
Podczas gdy Luis Enrique zarządza katarskim projektem w stolicy Francji, Inigo Perez stoi przed szansą na historyczny sukces z Rayo Vallecano. Skromny klub z Madrytu, będący antytezą potężnego Realu, dotarł do finału Ligi Konferencji. Mimo problemów z infrastrukturą i niszczejącego stadionu, zespół z robotniczej dzielnicy Vallecas rzucił wyzwanie Crystal Palace. Sukces Pereza jest tak duży, że Villarreal już wygrał wyścig o podpis 38-letniego trenera, który może zostać pierwszym Hiszpanem z tym trofeum w gablocie.
Równie imponująco radzi sobie Unai Emery w Aston Villi. Rekordzista Ligi Europy ma szansę na swój piąty triumf w tych rozgrywkach, jeśli jego zespół upora się z Freiburgiem. Emery, który w przeszłości był wyśmiewany w Anglii za swój akcent, dziś jest łączony z takimi potęgami jak Manchester United czy Real Madryt. Jego praca w Birmingham przywróciła blask staremu angielskiemu klubowi, potwierdzając, że hiszpańska myśl szkoleniowa pozostaje obecnie najbardziej wpływową siłą w europejskim futbolu.
