Villarreal wyrasta na jednego z głównych faworytów w wyścigu o Ligę Mistrzów, zajmując czwarte miejsce w LaLiga z bezpieczną przewagą nad Realem Betis. Mimo rekordowej liczby punktów na tym etapie sezonu, nad Estadi de la Ceramica gęstnieją czarne chmury. Fani są wściekli, a przyszłość trenera Marcelino Garcii Torala stoi pod wielkim znakiem zapytania.
Kontrakt szkoleniowca wygasa wraz z końcem obecnych rozgrywek i choć rozmowy o nowej umowie ruszyły, nikt nie daje gwarancji ich powodzenia. Problemem jest styl gry w najważniejszych starciach. Zespół, który dawniej potrafił ogrywać Arsenal czy Juventus, w tym sezonie stał się chłopcem do bicia dla potęg. Villarreal przegrał wszystkie pięć meczów z Barceloną, Realem Madryt i Atletico Madryt, prezentując przy tym defensywny i powolny futbol, który frustruje trybuny.
Katastrofa w Europie i brak skuteczności
Powrót do elity po czterech latach okazał się wizerunkową klęską. Jeden punkt w ośmiu meczach i 35. miejsce w 36-zespołowej tabeli Ligi Mistrzów to wynik, którego nie da się racjonalnie obronić. Drużyna została rozbita przez Bayer Leverkusen i Borussię Dortmund, a punkty traciła nawet z Pafos czy Ajaxem. Statystyki ofensywne w meczach z topowymi rywalami są przerażające: w pięciu spotkaniach zawodnicy Marcelino oddali tylko 10 celnych strzałów i zmarnowali 10 dogodnych okazji.
Kluczowym czynnikiem regresu w wielkich meczach jest nieobecność Gerarda Moreno, który wystąpił tylko w jednym z pięciu starć z ligową czołówką. Bez swojego lidera Villarreal traci zęby, co było widać na Camp Nou, gdzie jedyny celny strzał oddał Pape Gueye po rzucie rożnym. Jeśli Marcelino ma zostać w klubie, musi zmienić dynamikę ataku, bo obecny model, mimo wysokiego miejsca w tabeli, jest dla kibiców nie do zaakceptowania.
