Jessica Pegula walczy o triumf w turnieju WTA 500 w Waszyngtonie, ale jej finałowe starcie z Alexandrą Ealą zostało przerwane przez deszcz. Przy stanie 6:4, 1:2 dla Amerykanki, tenisistki musiały opuścić kort, a dokończenie meczu zaplanowano na poniedziałek.
Trzecia rakieta świata wprost przyznaje, że gra przeciwko Eali to wyzwanie wykraczające poza czysto sportowe ramy. Pegula zwróciła uwagę na specyficzny serwis rywalki, który ze względu na leworęczność Filipinki sprawia ogromne trudności w odbiorze. Piłka po jej podaniu leci w nietypowym kierunku i odbija się bardzo nisko, co uniemożliwia skuteczne ataki i zmusza do defensywy już na starcie punktu.
Niespotykane wsparcie dla rywalki zaskoczyło faworytkę
Jeszcze większe emocje budzi jednak atmosfera wokół 28. Pegula wspominała ich poprzednie starcie w Miami, gdzie czuła się zdezorientowana dominacją fanów przeciwniczki. „Jestem Amerykanką, gram w Miami, mieszkam na południu Florydy i zastanawiałam się: skąd ci wszyscy ludzie się wzięli? Nie rozumiałam, co się dzieje” – przyznała Pegula, opisując niesamowitą mobilizację filipińskich kibiców.
Amerykanka zauważyła, że popularność Eali wymusza na organizatorach przenoszenie jej meczów na największe areny, ponieważ hałas generowany przez jej fanów niesie się po całym obiekcie. „W Dubaju słyszałam ich nawet w pokoju hotelowym” – dodała Pegula. Mimo że sytuacja jest dla niej trudna, docenia wpływ rywalki na popularyzację tenisa wśród nowych grup odbiorców, choć liczy, że w poniedziałek amerykańscy kibice również dopiszą.
