Mistrzostwa Świata 2026 startują w czwartek, a oczy skautów będą zwrócone na napastników z belgijskiej Pro League. Dla wielu z nich turniej jest ostatnią szansą na uratowanie kariery lub sfinalizowanie głośnego transferu. Wśród powołanych są zarówno sensacyjni debiutanci, jak i gracze, którzy w Belgii zostali już skreśleni.
Promise David z Union St Gilloise jedzie na turniej jako lider, który poprowadził swój klub do pierwszego tytułu od ponad wieku. Mimo problemów zdrowotnych w końcówce sezonu, 24-latek zdobył 15 bramek. W reprezentacji Kanady ma stworzyć fizyczny duet z Jonathanem Davidem. Z kolei Keisuke Goto jedzie na mundial po świetnym sezonie w Sint Truiden, gdzie strzelił 12 goli. Japończyk na pewno opuści Anderlecht po tym, jak zbyt żywiołowo celebrował bramkę zdobytą przeciwko macierzystemu klubowi.
Walka o przyszłość i niespodziewane powołania
Zaskoczeniem jest obecność Gustafa Nilssona w kadrze Szwecji. Napastnik Club Brugge zaliczył fatalny sezon bez gola, a klub liczy, że mundial pomoże w znalezieniu kupca. Podobną nadzieję ma Cercle Brugge w kwestii Oumara Diakite. Wybrzeże Kości Słoniowej postawiło na niego mimo zaledwie siedmiu trafień w lidze belgijskiej. Inny reprezentant tego kraju, Parfait Guiagon z Charleroi, ma za sobą życiową formę z 12 bramkami na koncie i szykuje się do letniej zmiany barw klubowych.
Ciekawie wygląda sytuacja w kadrze Iranu, gdzie obok doświadczonego Alirezy Jahanbakhsha z Dender pojawi się Dennis Eckert. Snajper Standardu Liege zadebiutuje w oficjalnym meczu reprezentacji dzięki korzeniom swojego dziadka. Listę uzupełniają Cesar Huerta z Anderlechtu, który wciąż czeka na przełom w Europie, oraz Jearl Margaritha. Ten ostatni właśnie wywalczył z Beveren awans do elity, notując imponujące 12 asyst i siedem goli w minionych rozgrywkach.
