Luis de la Fuente ogłosił kadrę na towarzyskie starcia z Serbią oraz Marokiem, które są ostatnim sprawdzianem przed nadchodzącymi mistrzostwami świata. Największym zaskoczeniem jest brak Daniego Carvajala. Obrońca Realu Madryt wrócił do gry w styczniu, ale selekcjoner uznał, że 33-latek nie jest jeszcze gotowy na powrót do narodowych barw. To sygnał, że nikt w ekipie La Roja nie może czuć się pewny wyjazdu na turniej do USA, Kanady i Meksyku.
Selekcjoner otwarcie mówi o wymaganiach wobec doświadczonego defensora. Carvajal musi odzyskać formę, którą prezentował podczas Euro 2024, aby ponownie założyć koszulkę reprezentacji. De la Fuente podkreśla, że zarówno on, jak i Alvaro Morata, muszą udowodnić swoją wartość na boisku w barwach klubowych. Trener zaznacza, że brak nazwiska na obecnej liście nie oznacza definitywnego skreślenia z kadry na mundial, ale czas na przekonanie do siebie sztabu ucieka nieubłaganie.
Rewolucja w bramce i powrót lidera środka pola
Podczas gdy Carvajal czeka na szansę, do drużyny wraca Rodri Hernandez z Manchesteru City. Pomocnik uporał się z kryzysem zdrowotnym i znów ma stanowić o sile hiszpańskiej pomocy. De la Fuente zaskoczył jednak inną decyzją, powołując aż czterech bramkarzy. Do stałego zestawienia, które tworzą Unai Simon, David Raya i Alex Remiro, dołączył Joan Garcia z Barcelony. Trener odpiera zarzuty o psucie atmosfery w zespole, twierdząc, że rywalizacja tylko podniesie poziom grupy.
Sytuacja kadrowa Hiszpanów przed mistrzostwami świata jest skomplikowana. Oprócz niepewnej pozycji Carvajala, sztab zmaga się z urazami Nico Williamsa oraz wątpliwościami dotyczącymi zdrowia Fabiana Ruiza i Mikela Merino. Odwołanie meczu Finalissima przeciwko Argentynie sprawiło, że nadchodzące zgrupowanie stało się dla de la Fuente kluczowym momentem na sprawdzenie nowych wariantów. Selekcjoner jasno deklaruje, że nie zamierza ryzykować zdrowia zawodników, co potwierdził brak powołania dla Marca Pubilla.
