Formuła 1 nie zwalnia tempa, a zaraz po emocjonującym weekendzie w Montrealu, fani otrzymali kolejną bombę informacyjną. Grand Prix Kanady, jeden z najbardziej nieprzewidywalnych wyścigów w kalendarzu, zostaje z nami na znacznie dłużej! To oficjalne potwierdzenie uspokaja wszystkich, którzy obawiali się o przyszłość tego legendarnego toru w erze globalnej ekspansji królowej motorsportu.
W skrócie:
- Grand Prix Kanady oficjalnie przedłużyło umowę z Formułą 1.
- Nowy kontrakt zabezpiecza obecność wyścigu w kalendarzu mistrzostw aż do 2035 roku.
- Ogłoszenie nastąpiło krótko po ostatnim, pełnym dramaturgii wyścigu, który okazał się pechowy dla zespołu McLaren.
Kanada zabetonowana w kalendarzu F1! Ale czy wszyscy są zadowoleni?
No i stało się. Plotki krążyły od dawna, ale teraz mamy oficjalne potwierdzenie prosto z mediów społecznościowych Formuły 1. Fani motorsportu mogą spać spokojnie – przez kolejnych dziesięć lat będziemy świadkami rywalizacji na kultowym torze imienia Gillesa Villeneuve’a. Nowa umowa, obowiązująca do 2035 roku, to potężny sygnał, że F1 nie zamierza rezygnować ze swoich historycznych bastionów na rzecz wyłącznie nowych, egzotycznych lokalizacji. To prawdziwa gratka dla purystów, którzy cenią sobie tory z charakterem, gdzie błąd kierowcy jest natychmiast karany przez bliskość barier, słynną "Ścianę Mistrzów".
Decyzja ta cementuje pozycję Montrealu jako jednego z kluczowych przystanków w sezonie. Dla zespołów i kierowców to informacja o stabilności, a dla kibiców obietnica corocznej dawki emocji. Kanadyjska runda słynie z nieprzewidywalnej pogody i częstych neutralizacji, co sprawia, że jest to jeden z tych wyścigów, gdzie strategia i zimna krew liczą się podwójnie.
BREAKING: The Canadian Grand Prix will remain on the calendar through 2035!#F1 #CanadianGP pic.twitter.com/egLmbzyVL5
— Formula 1 (@F1) June 17, 2025
Nie tylko słodkie wiadomości. Pamiętacie, co działo się ostatnio w Montrealu?
Timing ogłoszenia jest co najmniej interesujący. Zaledwie kilka dni po ostatnim gwizdku, czyli zakończeniu wyścigu w Kanadzie, dostajemy taką wiadomość. A przecież ten wyścig był definicją dramy! Szczególnie gorzki smak klonu musieli przełknąć w garażu McLarena. Zespół, który w ostatnich tygodniach dominował i deptał po piętach Red Bullowi, tym razem zaliczył potężne niepowodzenie.
To właśnie podczas GP Kanady doszło do ostrej walki na torze, która obnażyła słabości strategiczne ekipy z Woking. Oscar Piastri i Lando Norris, mimo fantastycznego tempa, ostatecznie nie byli w stanie zamienić go na zwycięstwo. Ich starcie na 66. okrążeniu, choć opisane w niektórych mediach jako kolizja, było raczej symbolem wewnętrznej presji i trudnych decyzji, które kosztowały ich cenne punkty. To przypomnienie, że w Formule 1 od bohatera do zera jest bardzo krótka droga, a Kanada potrafi być w tej kwestii bezlitosna.
Ciekawostką z kronikarskiego obowiązku jest fakt, że to właśnie na tym torze młody włoski kierowca, Kimi Antonelli, według niektórych źródeł, stanął na trzecim miejscu podium, stając się jednym z najmłodszych kierowców w historii F1 z takim osiągnięciem. Tego typu historie tylko dodają pikanterii każdej rundzie w Montrealu.
