Niedzielny wyścig o Grand Prix Węgier przyniósł ogromne emocje w garażu McLarena, ale nie wszystkie były pozytywne. Oscar Piastri, który przez długi czas prowadził w zawodach, stracił szansę na zwycięstwo w wyniku splotu niefortunnych zdarzeń i decyzji strategicznych zespołu. Frustracja Australijczyka sięgnęła zenitu, gdy przez radio padły ostre słowa pod adresem rywala oraz ironiczne uwagi w stronę własnych inżynierów.
Kluczowy moment nastąpił podczas drugiej serii zjazdów do boksów. Choć Piastri prowadził, zespół zdecydował się wcześniej ściągnąć Lando Norrisa, aby odeprzeć atak goniącego ich Lewisa Hamiltona. Sytuację pogorszył Carlos Sainz z Williamsa, który jako dublowany kierowca zablokował Piastriego. W efekcie Norris zdołał wyprzedzić kolegę z ekipy, co wywołało furię u młodego kierowcy. „Zjeżdżaj z drogi, idioto!” – krzyczał Piastri do Sainza, by po chwili dodać sarkastycznie do zespołu: „Miło z waszej strony, że to uwzględniliście, dzięki”.
Szczera spowiedź po wyścigu i awaria na koniec
Po opadnięciu emocji Piastri przyznał, że jego reakcja była podyktowana adrenaliną i poczuciem niesprawiedliwości. „Kiedy Lando wyjechał przede mną, wiedziałem, że nie mam tempa, by go zaatakować. Moje szanse na wygraną przepadły” – wyznał po wyścigu Australijczyk. Kierowca zrozumiał jednak, że zespół musiał reagować na zagrożenie ze strony Ferrari i Mercedesa, a on sam nie mógł oczekiwać, że ekipa poświęci wynik Norrisa tylko po to, by naprawić sytuację, na którą nikt nie miał wpływu.
Szef zespołu, Andrea Stella, stanął w obronie swojego zawodnika, tłumacząc, że komentarze w złości są naturalne, gdy traci się prowadzenie po przejechaniu połowy dystansu. „Oscar natychmiast wyjaśnił, że to były słowa wypowiedziane w gniewie. Nie ma absolutnie żadnego problemu” – podkreślił Stella. Ostatecznie i tak nie miało to znaczenia dla dorobku punktowego Piastriego, ponieważ jego wyścig zakończył się przedwcześnie z powodu awarii skrzyni biegów, co ostatecznie pogrzebało jego nadzieje na dobry wynik w Budapeszcie.
