Francja staje przed wyzwaniem, które jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się niemożliwe. Szwecja, po fatalnym początku eliminacji pod wodzą Jona Dahla Tomassona, przeszła całkowitą metamorfozę i zameldowała się w fazie pucharowej mistrzostw świata.
Graham Potter, który przejął stery w październiku 2025 roku, przywrócił drużynie tradycyjne wartości: nieustępliwą defensywę i zabójcze kontrataki. Choć Szwedzi zdobyli tylko dwa punkty w sześciu meczach grupowych eliminacji, wykorzystali szansę w barażach dzięki Lidze Narodów. Po wyeliminowaniu Ukrainy i dramatycznym zwycięstwie 3:2 nad Polską, Potter nie krył wzruszenia. „To był najlepszy wieczór, jaki przeżyłem w futbolu. Czułem się, jakbym doświadczał czegoś poza własnym ciałem” – przyznał trener po awansie wywalczonym w 88. minucie meczu.
Potężne osłabienie i znaki zapytania przed starciem z faworytem
Mimo ogromnego entuzjazmu, sytuacja kadrowa Szwedów przed meczem w East Rutherford jest daleka od idealnej. Największym ciosem jest brak kapitana Dejana Kulusevskiego, którego wpływ na zespół jest nie do przecenienia. Dodatkowo sztab szkoleniowy martwi się o formę i zdrowie Alexandra Isaka. Ciężar zdobywania bramek spoczywa teraz na Viktorze Gyökeresie, który hat-trickiem przeciwko Ukrainie udowodnił, że potrafi udźwignąć presję w najważniejszych momentach. Francuzi muszą przygotować się na starcie z rywalem, który potrafi przetrwać oblężenie i uderzyć w najmniej spodziewanym momencie.
Na trybunach MetLife Stadium również nie zabraknie emocji, bo szwedzcy kibice słyną z licznej obecności i głośnego dopingu. Fani „Blågult” tradycyjnie niosą zespół pieśnią „Kanna på”, zapowiadając inwazję tysięcy zwolenników w żółto-niebieskich barwach. Choć Francja przystępuje do meczu jako faworyt, ekipa Pottera pokazała już w drodze do 1/16 finału, że potrafi wychodzić z beznadziejnych sytuacji. O losach awansu może zadecydować dyspozycja Gyökeresa oraz to, czy Potter zdoła załatać dziurę po nieobecnym Kulusevskim.
