Wimbledon ogłosił już sześć z ośmiu dzikich kart do turnieju głównego mężczyzn, a na liście wciąż brakuje Nicka Kyrgiosa. Choć organizatorzy docenili takich graczy jak Stan Wawrinka czy Grigor Dimitrov, kontrowersyjny Australijczyk pozostaje w niepewności. Jak donoszą media, jego ostatnie ruchy sugerują, że szanse na występ w singlu drastycznie zmalały.
Sytuacja Kyrgiosa skomplikowała się po jego nagłym wycofaniu się z turnieju w Halle. Tenisista miał tam wystąpić zarówno w singlu, jak i w deblu, jednak na przeszkodzie stanął uraz kolana. To kolejny cios dla zawodnika, który od finału Wimbledonu w 2022 roku zmaga się z nieustannymi problemami zdrowotnymi. Jego ciało po raz kolejny odmówiło posłuszeństwa po zaledwie dwóch rozegranych meczach w Stuttgarcie, gdzie pokonał Corentina Mouteta i uległ Sho Shimabukuro.
Problemy zdrowotne blokują powrót gwiazdy
Decyzja o rezygnacji ze startu w Halle sprawia, że przyznanie mu dzikiej karty do turnieju singlowego wydaje się mało prawdopodobne. Kyrgios jest obecnie zbyt mało przewidywalny, by organizatorzy mogli na niego postawić w rywalizacji wielkoszlemowej. Mimo ogromnej popularności i talentu, jego brak regularności staje się barierą nie do przejścia. Warto przypomnieć, że Australijczyk nie grał na londyńskiej trawie od czasu pamiętnego finału z Novakiem Djokoviciem, skupiając się w międzyczasie na pracy komentatora dla BBC i TalkSPORT.
Na ten moment Kyrgios może być pewny jedynie występu w deblu, gdzie ma stworzyć parę z Alexandrem Bublikiem. O pozostałe dwa wolne miejsca w drabince singlowej walczą jeszcze tacy zawodnicy jak Dan Evans, Jack Draper czy Matteo Berrettini. Dla Kyrgiosa, który w styczniu 2026 roku przyznawał, że nie przyjmie dzikiej karty, jeśli nie będzie w stanie dać z siebie wszystkiego, obecna kontuzja kolana może oznaczać koniec marzeń o powrocie na korty centralne w roli singlisty.
