Fernando Alonso ostrzega przed poważnymi problemami technicznymi, które mogą zrujnować jego występ w Grand Prix Monako. Hiszpański kierowca przyznał, że bolid AMR26 zmaga się z niekontrolowanymi redukcjami biegów. Sytuacja jest na tyle poważna, że dwukrotny mistrz świata obawia się utraty panowania nad maszyną i uderzenia w barierki na wąskim, ulicznym torze.
Kłopoty Aston Martina zaczęły się nasilać podczas kwalifikacji w Miami, gdzie Alonso stracił aż 1,2 sekundy do progu awansu w Q2. Problem dotyczy skrzyni biegów oraz jednostki napędowej Hondy. Kierowca podkreśla, że w momencie nieoczekiwanej redukcji silnik potrafi zachować się tak, jakby pracował na pełnej przepustnicy. Powoduje to blokowanie tylnych kół lub nagłe pchnięcie bolidu do przodu, co w ciasnych zakrętach Monako oznacza nieuchronną kolizję ze ścianą i ośmieszenie zawodnika przed kamerami.
Walka z technologią w nawrocie Loews
Lance Stroll potwierdza, że zespół desperacko szuka rozwiązania, ale dotychczasowe próby w Kanadzie przyniosły tylko częściową poprawę. Kanadyjczyk ujawnił, że przy prędkościach poniżej 40 km/h system traci synchronizację biegów. Jest to fatalna wiadomość przed wizytą w słynnym nawrocie Loews, gdzie kierowcy muszą każdorazowo ręcznie przywracać ustawienia przekładni. Taka procedura generuje ogromne straty czasowe na każdym okrążeniu i uniemożliwia płynną jazdę w najbardziej technicznych sekcjach toru.
Mimo pesymistycznych prognoz Alonso zapowiada walkę, choć realnie ocenia szanse na punkty jako bliskie zeru. Jego zdaniem czołowa dziesiątka jest obecnie zarezerwowana dla pięciu najsilniejszych stajni, a Aston Martin zostaje w tyle za takimi ekipami jak Haas czy Racing Bulls. Hiszpan zauważa, że nawet jeśli jeden z faworytów zawiedzie, konkurencja w środku stawki jest zbyt mocna, by liczyć na łatwy zysk. Zespół ma nadzieję, że specyfika Monako pozwoli ukryć braki, choć techniczne usterki stawiają ich w roli pasażerów we własnym aucie.
