Przyszłość finałowych rund sezonu Formuły 1 wisi na włosku, a w padoku narasta przekonanie, że wyścigi w Katarze i Abu Zabi zostaną odwołane. Choć konflikt na Bliskim Wschodzie sprawia, że organizacja zawodów wydaje się niemożliwa, oficjalne decyzje wciąż nie zapadły z powodu gigantycznych pieniędzy.
Głównym powodem zwłoki jest skomplikowana gra o to, kto poniesie koszty zerwania umów. Jeśli promotorzy sami zrezygnują z organizacji, będą musieli zapłacić opłaty licencyjne, które w przypadku Kataru szacuje się na 55 milionów dolarów, a Abu Zabi na 40 milionów. Z kolei anulowanie rund przez właściciela praw komercyjnych oznaczałoby dla niego utratę tych wpływów. Sytuację komplikuje fakt, że Abu Zabi wciąż promuje wydarzenie, ogłaszając koncerty takich gwiazd jak Imagine Dragons czy The Script, mimo że piosenkarka Zara Larsson już wycofała się z udziału.
Logistyczny wyścig z czasem i widmo Imoli
Czas na podjęcie decyzji drastycznie się kończy ze względu na logistykę morską i dążenie F1 do zerowej emisji netto. Transport sprzętu przez Cieśninę Ormuz staje się ryzykowny, a alternatywny transport lotniczy podniósłby koszty. Dodatkowo zespoły obawiają się o bezpieczeństwo personelu w pobliżu celów militarnych, co stawia pod znakiem zapytania ich ubezpieczenia. Włoska Imola wyrasta na głównego kandydata do przejęcia roli gospodarza finału, a tamtejsze hotele są już niemal w pełni zarezerwowane na termin pierwotnie przypisany Abu Zabi.
Stefano Domenicali, dyrektor generalny F1, zapowiadał podjęcie decyzji do połowy września, jednak ten termin już minął. „Dla nas dzisiaj wyścigi w Katarze i Abu Zabi są potwierdzone. Nawiasem mówiąc, są już wyprzedane. To niesamowity znak tego, jak bardzo sport jest większy niż problem, w którym żyje nasz świat” – stwierdził Domenicali pod koniec lipca. Mimo tych deklaracji, presja na znalezienie rozwiązania rośnie, zwłaszcza że kontrakty telewizyjne wymagają rozegrania co najmniej 23 rund w sezonie.
F1 wykluczyła jednocześnie możliwość zakończenia sezonu podwójnym weekendem w Las Vegas, co kolidowałoby ze świętem Dziękczynienia i budziło sprzeciw lokalnego biznesu. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje wyścig w Imoli, który mógłby pełnić rolę „proxy” dla jednej z odwołanych rund, podobnie jak tegoroczne GP Bahrajnu, które zorganizowano w Malezji.
