Emma Raducanu wyrasta na jedną z głównych postaci nadchodzącego turnieju w Miami, ale nie ze względu na formę, lecz ogromną presję rankingową. Jak donosi Greg Rusedski, Brytyjka walczy o przetrwanie w czołówce. Po awansie na 23. miejsce w rankingu WTA po Indian Wells, 23-letnia tenisistka musi teraz bronić punktów, które decydują o jej rozstawieniu w najważniejszych imprezach sezonu.
Sytuacja jest napięta, ponieważ Raducanu broni 215 punktów za ubiegłoroczny ćwierćfinał na Florydzie. To jej najlepszy wynik w turniejach rangi WTA 1000. Rusedski podkreśla, że zawodniczka desperacko nie chce wypaść poza czołową trzydziestkę dwójkę rankingu. Utrata statusu zawodniczki rozstawionej oznaczałaby znacznie trudniejsze losowania w kolejnych turniejach. Presja jest tym większa, że ostatni występ w Indian Wells zakończył się bolesną porażką 1:6, 1:6 z Amandą Anisimovą w zaledwie 52 minuty.
Techniczne zmiany i trudna drabinka w Miami
W obozie Brytyjki doszło do istotnych roszad sprzętowych i szkoleniowych. Tenisistka ponownie współpracuje z Markiem Petcheyem, co zaowocowało zmianą naciągu w rakiecie na pełny poliester. Ma to zapewnić jej większą kontrolę nad piłką kosztem dynamiki uderzenia. Rusedski zauważa, że Raducanu musi wypracować plan B na korcie, szczególnie w starciach z rywalkami grającymi siłowo. Bez skutecznego serwisu i umiejętności zmiany rytmu gry, 2021 US Open champion może mieć problem z agresywnymi przeciwniczkami.
Pierwszą przeszkodą w Miami będzie zwyciężczyni meczu między Sonay Kartal a Peyton Stearns. Jeśli Raducanu przejdzie tę rundę, w trzeciej fazie turnieju może trafić na rozstawioną z numerem 11. Ekaterinę Alexandrovą. Rusedski ostrzega szczególnie przed ewentualnym starciem z rodaczką, Sonay Kartal, które nazywa meczem typu „popcorn” – pełnym dodatkowego stresu i emocji. Każda wpadka na wczesnym etapie turnieju będzie skutkować bolesnym spadkiem w światowym zestawieniu, co stawia Brytyjkę pod ścianą już od pierwszego meczu.
