Eddie Hall po wygranej z Mariuszem Pudzianowskim nie kryje tego, że chciałby w KSW zmierzyć się w oktagonie z innymi zawodnikami ze swojej dyscypliny sportowej. Brytyjczyk zachowuje jednak rozwagę i nie kryje, że jest świadomy, iż zawodnika MMA z prawdziwego zdarzenia z niego już nie będzie.
Hall zachowuje rozsądek po wygranej na KSW 105
Walka pomiędzy Pudzianowskim a Hallem na gali KSW 105 zakończyła się technicznym nokautem już po 30 sekundach (zobacz powtórkę tej walki!). Brytyjczyk udanie zadebiutował w MMA, ale jak sam przyznaje – nie zamierza budować kariery profesjonalnego zawodnika.
W rozmowie po walce Hall jasno określił swoje zamiary na przyszłość.
– Jon Jones? Żartuję, żadnego Jon Jonesa – zaśmiał się "The Beast". – Muszę się cofnąć i na spokojnie wszystko przemyśleć. Jeśli pojawi się szansa na rewanż z Mariuszem, bardzo chciałbym go stoczyć. Na warunkach, o których pierwotnie rozmawialiśmy – z dwuminutowymi rundami. Ale nie mam ambicji, by zostać numerem jeden w KSW. Chcę walczyć tylko wtedy, gdy to ma sens. Jeśli znajdzie się kolejny były najsilniejszy człowiek świata, który będzie chciał się zmierzyć, to będzie miało sens. Nie zamierzam walczyć z zawodnikami z czołówki KSW – podkreślił Hall.
"Zobaczyłem strach w jego oczach"
Walka Halla z Pudzianowskim na PreZero Arenie w Gliwicach była szybka, intensywna i – jak przyznaje sam Eddie – pełna emocji od pierwszych sekund. – Rzuciłem pierwszy cios, a on odskoczył i zobaczyłem strach w jego oczach – opisał Hall na TikToku. – Potem wyprowadziłem kombinację, trafiłem, a jego oczy przewróciły się. Wtedy poszedłem za ciosem, rzuciłem go i zasypałem gradem ciosów.
W ferworze walki Hall przypadkowo trafił Pudzianowskiego kilkoma uderzeniami w tył głowy, za co zaraz po walce przeprosił. Polak cały czas podkreśla, iż takich ciosów było zdecydowanie za dużo i sędzia nie powinien do tego dopuścić. Kibice nie mają jednak wątpliwości, że Pudzian zdaje sobie sprawę, jak wyglądała jego postawa w tym pojedynku i stara się znaleźć wytłumaczenie swojego zachowania. Tym bardziej, iż włodarze KSW również nie kryją, że spodziewali się więcej po fighterze, który spędził już wiele lat z MMA, a za walkę w Gliwicach zgarnął około dwóch milionów złotych.
– Gdy był już na ziemi, po prostu zacząłem bić. Straciłem kontrolę, pierwsza walka, emocje. Przepraszam, Mariusz, to nie było zamierzone. Usłyszałem krzyk sędziego, opamiętałem się i wróciłem do ciosów w twarz. Sam nie chciałbym dostać w tył głowy, więc jeszcze raz: przepraszam – tłumaczył Hall.
KSW zorganizuje kolejną walkę strongmanów?
Pomimo debiutanckiego sukcesu, Brytyjczyk zachowuje rozsądek i nie zamierza szturmować rankingów organizacji KSW. Bardziej interesują go pojedynki z byłymi strongmanami – starcia oparte na wspólnym dziedzictwie, a nie na profesjonalnym ściganiu się o tytuły.
Czy w przyszłości zobaczymy więcej walk strongmanów w KSW? Wszystko wskazuje na to, że jeśli pojawią się odpowiedni rywale, Eddie Hall będzie gotów na kolejne wyzwania. Na pewno pojedynek z pogromcą Pudziana byłby łakomym kąskiem dla fanów. Na ten moment w kalendarzu gal MMA nie widać gali, gdzie dojdzie do pojedynku strongmanów - może to więc sygnał, iż pora to zmienić?
