Jannik Sinner przeżył prawdziwy koszmar na kortach Roland Garros, przegrywając mecz, który wydawał się już rozstrzygnięty. Włoski lider światowego rankingu doznał fizycznego załamania, które wyeliminowało go z turnieju w Paryżu.
Włoch przystępował do turnieju jako absolutny faworyt, mając na koncie serię 30 zwycięstw z rzędu i pięć wygranych turniejów rangi Masters 1000 w 2026 roku. W drugiej rundzie przeciwko Juanowi Manuelowi Cerundolo prowadził już 6:3, 6:2, 5:1 i był o krok od kolejnego triumfu. Wtedy jednak jego organizm odmówił posłuszeństwa. Sinner uległ w pięciu setach, co wywołało falę komentarzy na temat jego kondycji fizycznej i odporności na trudne warunki panujące na korcie Philippe-Chatrier.
Sam zawodnik po meczu starał się zachować spokój i nie szukał wymówek w pogodzie. „Poczułem to rano. Nie spałem zbyt dobrze i już po przebudzeniu trochę się zmagałem. W Wielkich Szlemach zawsze zdarzają się dni, kiedy nie czujesz się dobrze i to właśnie mi się przytrafiło. Uderzyłem w ścianę i to wszystko. Było gorąco, ale nie przesadnie – warunki do gry były w porządku. To byłem po prostu ja dzisiaj, tak to się stało” – przyznał 24-letni tenisista.
Koniec z wizerunkiem niezniszczalnej maszyny
Głos w sprawie sensacyjnej porażki zabrał Adriano Panatta, legenda włoskiego tenisa i mistrz Roland Garros z 1976 roku. Jego zdaniem ta bolesna lekcja paradoksalnie pomoże Sinnerowi w budowaniu relacji z fanami. „To, co przydarzyło mu się w Paryżu – a może przydarzyć się każdemu, ja też tego doświadczyłem – czyni go bardziej sympatycznym i ludzkim. W przeciwnym razie stałby się człowiekiem nie do pokonania. Już nazywali go robotem, co jest okropną rzeczą” – stwierdził były czwarty zawodnik świata.
Panatta uważa, że mimo ogromnej złości, jaką musi czuć teraz lider rankingu, jego wizerunek zyskał na tej porażce. Ekspert pozostaje przekonany o wyższości Sinnera nad Carlosem Alcarazem, twierdząc, że Włoch jest zawodnikiem bardziej regularnym. Według legendy to właśnie ta powtarzalność sprawi, że w całej karierze Jannik Sinner sięgnie po więcej trofeów niż jego największy hiszpański rywal, nawet jeśli w Paryżu musiał uznać wyższość własnych słabości.
