Carlos Alcaraz wyrasta na tragicznego bohatera ostatnich tygodni w cyklu ATP. Lider światowego rankingu sensacyjnie odpadł z Miami Open po trzysetowej batalii z Sebastianem Kordą. Hiszpan nie ukrywał frustracji na korcie, kierując w stronę swojego trenera, Samuela Lopeza, słowa pełne bezsilności. Siedmiokrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych przyznał wprost, że marzy jedynie o powrocie do domu i odpoczynku od morderczego tempa sezonu.
Porażka 3:6, 7:5, 4:6 z Amerykaninem to kolejny cios dla 22-latka, który wcześniej uległ Daniiłowi Miedwiediewowi w Indian Wells. Alcaraz świetnie zaczął rok, wygrywając Australian Open oraz turniej w Katarze, ale teraz dopadł go kryzys. Tenisista zapowiedział, że potrzebuje kilku dni na całkowite odcięcie się od sportu i naładowanie baterii przed nadchodzącą rywalizacją na mączce. Czasu jest mało, bo sezon na kortach ziemnych rusza lada moment.
Walka o przetrwanie na szczycie ATP
Kalendarz startów Hiszpana stoi pod znakiem zapytania, choć presja punktowa jest ogromna. Alcaraz musi bronić tytułu w Monte Carlo, gdzie rok temu nie miał sobie równych. Rezygnacja z tego startu oznaczałaby stratę 1000 punktów, co przy naciskającym Janniku Sinnerze może kosztować go utratę pierwszego miejsca w rankingu. Włoch systematycznie zmniejsza dystans, a Alcaraz ma przed sobą maraton, w którym broni punktów także w Barcelonie, Rzymie oraz we French Open.
Jedyną szansą na dłuższy oddech wydaje się odpuszczenie startu w Madrycie. W stolicy Hiszpanii zawodnik nie grał w poprzednim sezonie, więc nie straci tam żadnego dorobku punktowego. Sytuacja jest jednak skomplikowana, ponieważ Sinner również nie ma tam nic do stracenia po zeszłorocznej absencji spowodowanej zawieszeniem. Alcaraz wróci teraz do rutyny treningowej, ale jego sztab musi zdecydować, ile dni wolnego faktycznie otrzyma wyczerpany lider.
