Emma Raducanu przeżywa kolejny dramat w swojej karierze. Choć po finale w Queen’s Club wydawało się, że Brytyjka wraca do wielkiej formy, rzeczywistość okazała się brutalna. Kontuzja, która wykluczyła ją z Wimbledonu, jest znacznie poważniejsza, niż początkowo przypuszczano.
Badania rezonansem magnetycznym wykazały u 23-letniej tenisistki złamanie zmęczeniowe czwartego stopnia w prawej goleni. To druzgocąca wiadomość, biorąc pod uwagę, że zawodniczka była widziana o kulach tuż po wycofaniu się z domowego turnieju wielkoszlemowego. Rehabilitacja w takich przypadkach trwa zazwyczaj około dwóch miesięcy, co stawia pod ogromnym znakiem zapytania jej udział w nadchodzącym US Open. Turniej w Nowym Jorku startuje już 30 sierpnia, a czas nieubłaganie ucieka.
Wyścig z czasem i niepewny powrót na kort
Eksperci medyczni wskazują, że tego typu urazy powstają w wyniku powtarzających się obciążeń lub zbyt gwałtownego zwiększenia intensywności treningów. „Ból zazwyczaj nasila się podczas aktywności o dużym natężeniu, takich jak bieganie czy skakanie, ale ustępuje w trakcie odpoczynku” – wyjaśnia dr Clare Rooms. Raducanu już teraz zniknęła z listy zgłoszeń do turnieju w Waszyngtonie, a jej występ w Kanadzie na początku sierpnia wydaje się mało prawdopodobny. Fani z niepokojem czekają na wieści dotyczące startów w Cincinnati lub Monterrey.
Mimo fatalnych prognoz, otoczenie tenisistki nie traci nadziei na cud. „Chociaż rehabilitacja może potrwać nawet dwa miesiące, Raducanu robi wszystko, co w jej mocy, aby przyspieszyć ten proces” – donosi Telegraph Sport. Występ w Nowym Jorku wciąż nie jest definitywnie wykluczony, ale wymagałby od zawodniczki błyskawicznego powrotu do zdrowia. Obecnie priorytetem pozostaje jednak wyleczenie pękniętej kości, która uniemożliwiła jej walkę na trawiastych kortach All England Club.
