Max Verstappen przeżył ogromne rozczarowanie podczas Grand Prix Monako, kończąc rywalizację niemal natychmiast po starcie. Holender zgłaszał niepokojące sygnały już na okrążeniu formującym, a ostateczny cios nadszedł w momencie puszczenia sprzęgła. Silnik w bolidzie Red Bulla całkowicie odmówił posłuszeństwa, co zmusiło czterokrotnego mistrza świata do przedwczesnego wycofania się z wyścigu. Zespół musiał szybko zareagować na tę niespodziewaną usterkę techniczną.
Szef zespołu Laurent Mekies potwierdził w rozmowie z mediami, że inżynierowie zidentyfikowali już źródło problemów w jednostce napędowej. Awaria rozwinęła się na tyle szybko, że ekipa nie miała żadnych szans na reakcję w trakcie procedury startowej. Mekies ujawnił również, że pechowy silnik był pierwszą jednostką Verstappena w tym sezonie i zgodnie z wcześniejszym harmonogramem i tak miał zostać wymieniony po weekendzie w Monte Carlo na nowy egzemplarz.
Strategiczna wymiana i test w Barcelonie
Decyzja o zmianie silnika przed kolejnym wyścigiem w Barcelonie jest podyktowana charakterystyką torów. Monako nie wymaga maksymalnej mocy, dlatego Red Bull postawił na starszy podzespół, oszczędzając świeże zasoby na szybsze obiekty. Verstappen, który zajmuje obecnie siódme miejsce w klasyfikacji generalnej, przyznał, że strata punktów jest bolesna, ale mniej dotkliwa niż w sytuacji, gdyby walczył o utrzymanie prowadzenia w mistrzostwach. Teraz zespół skupia się na poprawie tempa w szybkich zakrętach.
Mimo awarii Red Bull dostrzega pozytywy w postawie swojego lidera, który w kwalifikacjach wywalczył drugie pole startowe. Mekies przeprosił kierowcę za błąd techniczny, podkreślając jego wybitną pracę nad tempem bolidu w trudnych warunkach ulicznego toru. Nadchodzące Grand Prix Hiszpanii ma być prawdziwym sprawdzianem wprowadzonych poprawek. Verstappen liczy, że zmiany w samochodzie wyeliminują słabości widoczne w dotychczasowej części sezonu i pozwolą na regularną walkę o najwyższe cele.
