Daniel Ricciardo przyznaje, że jego kariera wyścigowa prawdopodobnie dobiegła końca, ale nie wyklucza jednorazowego startu w 24-godzinnym Le Mans. Pełny sezon nie brzmi dla niego zachęcająco, a wśród kierowców, z którymi najchętniej dzieliłby samochód, wymienił Maksa Verstappena.
W zeszłym miesiącu minęły dwa lata od ostatniego wyścigu Ricciardo. Ośmiokrotny zwycięzca Grand Prix pożegnał się z Formułą 1 po sezonie 2024, gdy Racing Bulls zastąpiło go Liamem Lawsonem przed końcowymi rundami mistrzostw. Australijczyk mówi, że w dużej mierze pogodził się już z tym, jak zakończył się jego pobyt w F1: „Nie jestem jeszcze w 100 procentach, ale jestem w 90” — powiedział o zamykaniu tego rozdziału w podcaście Beyond The Grid, opublikowanym w środę, 28 października.
Jednorazowy start zamiast całego sezonu
Ricciardo zaznaczył, że jeszcze rok wcześniej nie wyobrażał sobie ponownego założenia kasku: „Powiedziałbym: «Nigdy więcej nie założę kasku, skończyłem, to koniec»”. Teraz dopuszcza jednak występ, który pozwoliłby mu zakończyć karierę wyścigową na własnych warunkach — zdjąć kask z uśmiechem i zadowoleniem. Być może właśnie tego potrzebuje, by domknąć ten rozdział.
Pełny sezon wciąż nie brzmi dla mnie szczególnie ekscytująco. Prawdopodobnie mógłby to być jednorazowy start, na przykład w Le Mans
Australijczyk tłumaczy, że Formuła 1 jest „samolubna — w konieczny sposób”, a kolega z zespołu to pierwszy rywal kierowcy. W wyścigach długodystansowych pociąga go możliwość dzielenia samochodu z prawdziwymi partnerami, wymiany danych i wzajemnej pomocy. Przyznał, że dawny ogień i bezwzględność, jak sam to ujął, nieco w nim przygasły, a taki rodzaj współpracy mógłby sprawić mu przyjemność i ponownie dać satysfakcję z rywalizacji. Dodał też, że nigdy nie czerpał szczególnej radości z samego prowadzenia samochodu, a najbardziej pociągało go współzawodnictwo. Ostatnie lata w F1 osłabiły jego entuzjazm.
Do decyzji Ricciardo podchodzi ostrożnie. Nie trenuje już tak jak dawniej i nie chce wracać dla własnego ego ani dla bajkowego zakończenia; start musiałby wynikać z jego prawdziwej chęci. Przyznał, że myśli także o kibicach, którzy go wspierali i kochali, a także nie pogodzili się ze sposobem, w jaki zakończyła się jego kariera, ale ich oczekiwania nie mogą być najważniejsze. Zastanawia się, czy po założeniu kasku potrafiłby po prostu cieszyć się udziałem, czy od razu chciałby walczyć o zwycięstwo. Jest bardziej pogodzony z przeszłością, ale nadal zastanawia się: „Czy to otworzyłoby na nowo ten rozdział? Nie sądzę, ale kto wie?”. Nie ma jeszcze decyzji o powrocie, zgłoszenia do Le Mans ani porozumienia z producentem.
Wśród wymarzonych partnerów Australijczyk wskazał Verstappena, z którym rozmawiał o Red Bullu w 2018 roku.
Nie chcę wywierać na nim presji, ale Max jest oczywiście wysoko na tej liście
Dodał, że pod koniec kariery próbował wrócić do zespołu, a wspólny występ mógłby dać kibicom to, czego chcą; sam Holender wcześniej wyrażał zainteresowanie startem w Le Mans. Prowadzący podcast Tom Clarkson zaproponował, by dołączył do nich Sebastian Vettel.
Ricciardo z entuzjazmem przyjął ten pomysł: „No niech mnie ktoś uszczypnie!”. Vettel wciąż jest, jego zdaniem, niezwykle szybki i mógłby być szybki w każdym samochodzie.
Uwielbiam Seba, więc mogłoby to być takie miłe spotkanie dawnych znajomych z Red Bulla
Niemiec testował prototyp Porsche 963 w 2024 roku, ale dotąd nie wystartował w klasyku na francuskim torze.