Formuła 1 znajduje się w punkcie zwrotnym, a nowe regulacje techniczne na sezon 2026 budzą coraz większe emocje w padoku. Choć Max Verstappen i Oscar Piastri otwarcie krytykowali nadchodzące zmiany, FIA przyznaje, że mimo świadomości problemów, nie mogła zareagować wcześniej. Nikolas Tombazis, dyrektor ds. samochodów jednomiejscowych, nazywa tę sytuację „wstydem”, wskazując na skomplikowaną strukturę zarządzania sportem.
Kierowcy nie szczędzili ostrych słów pod adresem nowych jednostek napędowych, które kładą ogromny nacisk na moc elektryczną. Max Verstappen porównał je do „Formuły E na sterydach”, a Oscar Piastri ostrzegał przed komputerami decydującymi o wynikach kwalifikacji. Tombazis przyznał, że FIA spodziewała się takiej reakcji. „Myślę, że kierowcy są z definicji dość wymagającymi klientami. Nie spodziewaliśmy się, że będą lukrować rzeczywistość lub nie powiedzą tego, co myślą” – stwierdził przedstawiciel federacji.
Betonowe przepisy i brak zgody producentów
Główną przeszkodą w naprawie przepisów okazały się umowy podpisane z producentami silników w 2022 roku. Aby wprowadzić jakiekolwiek zmiany, FIA potrzebowała zgody przynajmniej czterech dostawców, której nie udało się uzyskać w kluczowym momencie. „To wstyd, że musieliśmy czekać do maja, aby wypracować pakiet na lata 2027 i 2028. Idealnie byłoby zrobić to kilka lat wcześniej i uniknąć całej tej dyskusji” – ocenił Tombazis, wskazując na sztywne ramy prawne blokujące reformy.
Federacja wiedziała o wadach systemu już w 2022 roku, czyli rok przed publicznym protestem Verstappena podczas GP Austrii. Jednak ze względu na ogromne zasoby finansowe, jakie firmy takie jak Audi zainwestowały w rozwój, radykalne zmiany były niemożliwe. Mimo problemów z zarządzaniem energią na torach takich jak Silverstone czy Spa, Tombazis broni widowiska. Zauważa, że mimo przewagi Mercedesa, wyścigi w pierwszej połowie sezonu 2026 pozostają ekscytujące i pełne walki.
