Finał turnieju w Waszyngtonie został przerwany przez gwałtowne załamanie pogody. Jessica Pegula i Alexandra Eala musiały opuścić kort przy stanie 6:4, 1:2, gdy nad William H.G. FitzGerald Tennis Center nadciągnęły ulewy i wyładowania atmosferyczne.
Niedzielne zmagania w stolicy USA zamieniły się w wielogodzinne oczekiwanie na poprawę aury. Choć początkowo planowano wznowienie gry wieczorem, ostatecznie organizatorzy podjęli decyzję o odwołaniu wszystkich meczów tego dnia. Decyzja ta dotknęła nie tylko kobiety, ale również finał mężczyzn, w którym Taylor Fritz ma zmierzyć się z Rafaelem Jodarem. Obie decydujące batalie zostały oficjalnie przeniesione na poniedziałek, co mocno komplikuje harmonogram zawodników.
Walka z czasem i wilgotnością
Prognozy na poniedziałek nie są optymistyczne, zapowiadając wysoką wilgotność i burze, choć okno pogodowe między 11:00 a 13:00 daje nadzieję na dokończenie gry. Pegula, która wygrała pierwszą partię, docenia postępy swojej rywalki, szczególnie w elemencie serwisu. „Myślę, że fakt, iż jest leworęczna, bardzo jej pomaga. My, praworęczni, nie jesteśmy przyzwyczajeni do piłki lecącej z tego kierunku. Jej serwis zostaje nisko, trudno go zaatakować” – przyznała liderka rozstawienia.
Alexandra Eala, która w drodze do finału pokazała świetną formę, nie kryje respektu przed trzecią rakietą świata, wspominając ich poprzednie starcie w Miami. „Jesse gra bardzo płaską piłkę, co sprawia, że przeciwniczka czuje się niekomfortowo. Jest tam, gdzie jest, z konkretnego powodu, więc zamierzam stawić temu czoła” – zapowiedziała Eala. Wznowienie finału kobiet zaplanowano na godzinę 12:00 czasu lokalnego, a godzinę później na kort mają wyjść mężczyźni.
